Haraslin należy z pewnością do największych zaskoczeń ekstraklasy. 19-letni Słowak zagrał w dwóch meczach zaledwie 99 minut, ale w tym czasie zdołał zdobyć trzy bramki. W zremisowanym w Krakowie 3:3 spotkaniu z Wisłą (wszedł na boisko w 59. minucie) trafił do siatki raz, natomiast w ostatniej konfrontacji z Górnikiem Łęczna dwa razy pokonał golkipera rywali.

 

Szczególnie ważny był wygrany 3:1 mecz z Górnikiem, bo odnieśliśmy w nim pierwsze w tym sezonie zwycięstwo. Nie będę ukrywał, że przy tych golach dopisało mi trochę szczęścia, ale w futbolu tak już bywa, że fart ci sprzyja, a za chwilę opuszcza i piłka zamiast do siatki trafia w słupek bądź poprzeczkę - stwierdził.

 

W pierwszych czterech ligowych spotkaniach bocznego pomocnika biało-zielonych zabrakło nawet na ławce rezerwowych. - Cierpliwie czekałem na swoją szansę i na każdym treningu starałem się pokazać trenerowi Brzęczkowi, że zasługuję na grę w pierwszym zespole - powiedział.

 

W poprzednim sezonie Haraslin rozegrał dwa mecze w Serie A w barwach najsłabszej w lidze Parmy. Zdecydowanie częściej występował w Primaverze, czyli rozgrywkach drużyn do lat 20. - Na wiosnę strzeliłem w niej dziewięć goli. Wydaje mi się, że moje obecna dyspozycja jest kontynuacją tego, co prezentowałem we Włoszech. To jest jednak tylko mała forma i mam nadzieję, że niebawem przyjdzie duża - dodał.

 

Pomocnik Lechii został także powołany przed byłego trenera KGHM Zagłębia Lubin Pavla Hapala do słowackiej młodzieżówki. - To moja druga nominacja. Przed nami dwa mecze. Najpierw w kadrze do lat 23 zmierzymy się 31 sierpnia z Turcją w finale rozgrywek Challenge Trophy, a sześć dni później z reprezentacją o dwa lata młodszą zagramy w eliminacjach mistrzostw Europy 2017 z Białorusią - wyliczył.

 

Młody zawodnik ma bardzo dobre zdanie o polskiej lidze i przekonuje, że wielu słowackich piłkarzy marzy, aby trafić nad Wisłę. - Ta ekstraklasa jest bardzo wymagająca, zwłaszcza pod względem fizycznym, ale praktycznie każdy mój rodak czeka na propozycję z polskich klubów, z których wiele znajduje się blisko naszej granicy. To też jeden z atutów. Nie wiem co prawda, gdzie lepiej płacą, ale wiem, że polska liga przewyższa naszą pod względem infrastruktury, liczby kibiców i atmosfery na stadionach. Poza tym u nas ze wszystkich meczów rozgrywanych podczas weekendu transmitowany jest jeden, a tutaj wszystkie. Słowacy wolą grać w Polsce niż u siebie czy też w Czechach, bo w waszej ekstraklasie można zdecydowanie lepiej się wypromować - ocenił.

 

Kontrakt reprezentanta słowackiej młodzieżówki z Lechią obowiązuje do 30 czerwca 2018 roku, ale nie ukrywa on, że chciałby wrócić na Półwysep Apeniński. - To jest moja wymarzona liga. W drugiej kolejności znajduje się hiszpańska, gdzie Słowakom trudno się jednak dostać, bo nie gra tam żaden nasz przedstawiciel - zaznaczył.

 

Piłkarza czeka teraz wyjazd na południe Polski, gdzie w piątek o godzinie 18 "biało-zieloni" zmierzą się w Bielsku-Białej z Podbeskidziem. A właśnie ten zespół ma w ekstraklasie najliczniejszą słowacką kolonię – grają w nim obrońca Kristian Kolcak, pomocnicy Lukas Janic i Anton Sloboda oraz napastnik Robert Demjan. - Dobrze znam zwłaszcza Kolcaka, który podobnie jak ja był w Slovanie Brytysława. Generalnie nie skupiam się jednak na przeciwniku, tylko na sobie, bo wyznaję zasadę, że zawsze trzeba grać swoją piłkę - podsumował Haraslin.