Uważany za największy dziennik sportowy na świecie „L’Equipe” zatytułował sprawozdanie: „Goetze, powrót bohatera”. Autor dubletu, ten sam który strzelił zwycięskiego gola podczas ostatniego finału mistrzostw świata w Brazylii, był jednym z głównych autorów sukcesu Niemiec nad Polską (3:1).

 

Piszczek: Mam nadzieję, że w ciągu kilku dni wrócę do gry

 

Na początku wydawało się, że oczekiwany rewanż zamieni się na prawdziwą karę w stylu „klaps i do łóżka”. Po zaledwie dwudziestu minutach, Niemcy, którzy ulegli w Polsce (0:2) 11 października 2014 i chcący za wszelką cenę odbudować autorytet podważony w grupie D, prowadzili już 2:0 dzięki Thomasowi Muellerowi (12) i Mario Goetze (19), wykorzystując prezenty zgotowane przez prawą stronę obrony przeciwnika.

 

Przyduszona Polska pokazała jednak, że nie była skazana na pożarcie i miała również poważne atuty, szczególnie w 37. minucie, kiedy zawodnik Rennes, Kamil Grosicki, wybrał zewnętrzną stronę prawej nogi i wyśmienicie zacentrował na głowę rzucającego się Roberta Lewandowskiego. Środkowy napastnik Bayernu Monachium mógł strzelić również wyrównującego gola, gdyby nie świetna parada Manuela Neuera, którego kilka sekund później wyręczył Goetze, wybijając na linii główkę... Lewandowskiego.

 

Autor niemieckiej bramki w finale mundialu przeciwko Argentynie (1:0 po dogrywce), który ostatnio regularnie zawodził w reprezentacji, ponownie wpisał się na listę strzelców w 82. minucie, ustalając wynik. W Kolonii (tu błąd gazety, bo mecz odbył się we Frankfurcie), gdzie widać było banery z napisem "Witamy migrantów" Niemcy zepchnęli Polskę z pierwszego miejsca w tabeli, która z musu chyba doceniła bolesną porażkę Szkocji w Gruzji (0:1).