"Przyjaciele, stoję tu w tym antycznym miejscu w ponadczasowym Ammanie, by jeszcze raz ogłosić moje starania o prezydenturę FIFA. Powiedzmy sobie jasno, chcę zakończyć to, co zaczęliśmy. Zaszliśmy za daleko, by się teraz wycofać. Długo nad tym myślałem, ale wierzę w drogę, którą obraliśmy" - zaznaczył Ali bin Al-Hussein.

 

Reprezentacja Polski z najlepszym atakiem w el. Euro 2016!

 

Jak dodał, zmiana przywódcy jest niezbędna, by przywrócić ludziom federację, która zmaga się z wieloma problemami wewnętrznymi.

 

"Od czasu poprzednich wyborów długo zastanawiałem się nad tym, jak zreformować FIFA. To będzie trudne zadanie. Musimy sobie poradzić z głęboko zakorzenioną korupcją i wpływem politycznych interesów. Nie będę tylko pionkiem w rękach innych. Nie mogę opuścić pola, które oczyszczałem, tylko po to, by wadliwy system nadal działał. Musimy przywrócić piłce nożnej to, co sprawia, że jest najwspanialszym sportem na świecie: nadzieję, godność, doskonałość i możliwości" - wyliczał.

 

Wybory na prezydenta światowych władz futbolu odbędą się 26 lutego w Zurychu. Wówczas Blatter, namawiany do rezygnacji przed reelekcją w maju br., poda się do dymisji. Najpoważniejszymi rywalami jordańskiego księcia będą szef UEFA Francuz Michel Platini oraz były wiceprezydent Azjatyckiej Konfederacji Piłkarskiej Chung Mong-joon.