To był dziwny mecz. Ilość strat, niewymuszonych błędów, zwłaszcza w drugiej kwarcie, była zatrważająca. Zupełnie, jakby od tego spotkania zależało być albo nie być obu drużyn w turnieju, a przecież obie drużyny zapewniły sobie awans do 1/8 finału mistrzostw Europy.


Ciśnienie trochę z obu drużyn zeszło, teraz walka toczyła się o miejsce na koniec rozgrywek w Grupie A i uniknięcie najtrudniejszych rywali z Grupy B (Hiszpanii albo Serbii). Momentami gra reprezentacji Polski wyglądała tak, że ręce składały się do oklasków, choćby wtedy, kiedy Marcin Gortat z Mateuszem Ponitką dzielili się piłką pod koszem, albo wtedy, kiedy Adam Waczyński pokazał się Gortatowi, dostał od niego podanie i z zimną krwią trafił za trzy punkty.


Tylko, że na każdą świetną akcję była jedna fatalna. Tego nie da się wybaczyć w tak ważnym spotkaniu. Kilka razy Polacy mieli szansę wyjść z kontratakiem, ale podania były tak mocne, że nie dawało się ich przejąć. Kuriozalnie wyglądała akcja w drugiej kwarcie, kiedy najpierw podanie Łukasza Koszarka trafiło w rywala, a za chwilę "poprawkę" Gortata przejął gracz Izraela.


Po trzech kwartach Polacy mieli na koncie już 17 strat, a na początku czwartej części meczu kolejną dołożył jeszcze Karnowski i potem musiał pędzić do obrony. To jeszcze jakośc można wytłumaczyć, bo Karnowski to młody środkowy, który ciągle się uczy koszykówki, ale jeśli piłkę w powietrze wyrzuca Łukasz Koszarek, to trzeba bić na alarm. Po naszych stratach rywale zdobyli grubo niemal 30 punktów.


Izraelczycy nie grali rewelacyjnie, po prostu solidną koszykówkę, bez wariactwa, z dobrze ułożonymi akcjami. Świetnie prezentował się środkowy D'or Fischer, który nie bił się z Karnowskim ani Gortatem pod koszem, ale trafiał z półdystansu. Jeśli dołożyć do tego killka świetnych akcji Omriego Casspiego i dobrą grę Gala Mekela, tajemnica sukcesu Izraela staje się oczywista. To cud, że przy takiej ilości strat Polacy mieli tak długo szansę na zwycięstwo.

 

W ostatnich minutach trwał festiwal taktycznych zagrywek, fauli i wyłączania z gry najlepszych strzelców przeciwnika. Lepiej tę lekcję odrobili Izraelczycy, którzy zawsze po taktycznych faulach Polaków potrafili tak wyprowadzić piłkę, żeby ta trafiła do Mekela, a rozgrywający naszych rywali nie mylił się z rzutów wolnych.

 

Polska - Izrael 73:75 (24:22, 8:13, 18:16, 21:22)