To był jeden z bardziej wyrównanych meczów tej fazy mistrzostw Europy. Reprezentacja Polski skazywana była na pożarcie w starciu z Hiszpanią, która mimo tego, że od początku imprezy boryka się z wieloma problemami była zdecydowanym faworytem tego meczu. Spotkanie rozgrywane było na stadionie w Lille, które jest w stanie zgromadzić około 50 tysięcy widzów. Polacy dotrzymywali kroku mistrzom Europy z roku 2011 aż do początku ostatniej kwarty, kiedy totalnie załamała się gra podopiecznych Mike'a Taylora.

Świetnie od początku spotkania spisywali się A. J. Slaughter i Damian Kulig, którzy byli naszą odpowiedzią na dwojącego się i trojącego Pau Gasola. Podkoszowy Chicago Bulls zarówno zdobywał przestrzeń w pomalowanym, jak i rzucał za trzy. Swojego dnia nie miał dzisiaj Marcin Gortat, dla którego ciekawą alternatywą stał się wchodzący z ławki Przemysław Karnowski.

W całym meczu było aż 12 zmian prowadzenia, niestety ta ostatnia przypadła na korzyść La Furia Roja. Polacy prowadzili jeszcze tuż przed ostatnią kwartą, a kibice mogli zacierać ręce na walkę w ciągu ostatnich dziesięciu minut. Nic takiego jednak się nie stało, bowiem Polacy zostali zdeklasowani 25:11. Końcówka nie przyniosła oczekiwanych emocji, obyło się więc bez niespodzianki. W ćwierćfinale z Grecją zmierzy się więc Hiszpania.


Hiszpania - Polska 80:66 (25:20, 16:19, 14:16, 24:7)

Gasol 30, Mirotic 15, Llull 12, Rodriguez 8 - Kulig 10, Ponitka 9, Gortat 9, Waczyński 9, Slaughter 9