Spotkania Atletico z Barceloną to zawsze futbolowe wojny. Oba zespoły rozgrywają partię szachów, której towarzyszy mordercza walka. Spotkanie na ławce rezerwowych rozpoczął Leo Messi. Już na początku spotkania kontuzji nabawił się pechowiec, Thomas Vermaelen. Nie inaczej było tym razem, a pierwsze minuty ubogie były w szanse podbramkowe: Suarez do spółki z Neymarem próbowali rozmontować dość szczelną obronę Atletico, jednak w decydujących momentach brakowało dobrych decyzji i odpowiedniego wykończenia.

To jednak Atletico otworzyło wynik tuż po przerwie. Na czystą pozycję wybiegł Fernando Torres i posłał piłkę obok Ter Stegena. Dla gości był to jednak sygnał, który zmusił ich do momentalnej odpowiedzi. Już cztery minuty później kapitalne uderzenie Neymara w okienko z rzutu wolnego dało wyrównanie. Jan Oblak wyciągnął się jak długi, jednak nie miał szans przy precyzyjnym uderzeniu Brazylijczyka.

Lepsze wrażenie w dalszej fazie meczu sprawiała Blaugrana, która dostała dodatkowego "kopa", kiedy na boisku pojawił się Leo Messi. Argentyńczyk znacznie przyspieszył poczynania ofensywne Barcelony i dodał dużo płynności ich kombinacjom. Jedną z szans wybronił Oblak, jednak w 77. minucie był już bez szans wobec kombinacji ofensywnego trio Barcy. Argentyńczyk do siatki posłał podanie Luisa Suareza. Atletico tuż przed końcem spotkania zagroziło bramce Ter Stegena po stałych fragmentach gry, jednak ekipa Rojiblancos nie potrafiła wyrównać stanu meczu.

 

 

Atletico Madryt - FC Barcelona 1:2 (0:0)

F. Torres 51' - Neymar 55', Messi 77'