Arsenal od lat boryka się z wieloma kontuzjami. Oczywiście postawienie tezy, że to właśnie przez te urazy nie potrafi sięgnąć po mistrzostwo Anglii od sezonu 2003/2004 byłoby lekką przesadę, ale z pewnością ma na to spory wpływ. Bo skoro przez większość część sezonu brakuje dwóch, trzech kluczowych zawodników, to o ciężko o sukces.

Wydawałoby się, że najgorzej przez to czuje się trener Arsene Wenger. I nie byłoby to dalekie od prawy, gdyby nie to, że jeden z fizjoterapeutów nie miał wolnego dnia... od 2005 roku!

Angielskie media podają, że w ostatnich czterech latach Colina Lewisa zabrakło na Emirates dwa razy: podczas Świąt Bożego Narodzenia w 2013 roku i pewnego popołudnia, kiedy po prostu padł w wycieńczenia.

Lewis "zawdzięcza" taki stan Abou Diaby'emu oraz Jackowi Wilshere'owi, którzy w klubowych gabinetach spędzają więcej czasu niż podczas treningów. Tego pierwszego już w Arsenalu nie ma, z kolei ten drugi ostatnio po raz kolejny nabawił się kontuzji, która wykluczy go z gry na kilkanaście tygodni.

Nie widziałem Colina od lat. Myślałem, że przyjdzie na moje urodziny, które były na początku miesiąca, ale bał się o nogę Wilshere'a. Kiedy Diaby odszedł z klubu, myślałem, że Colin dostanie więcej czasu na widzenie się ze znajomymi i rodziną. Ale to, co stało się z Debuchym, Rosickym i Wilshere'em... Nie jestem pewny, kiedy będzie wolny, o ile kiedykolwiek jeszcze będzie...

Jeśli wierzyć spekulacjom, że Lewin ma czas na jeden posiłek dziennie i śpi tylko trzy godziny w nocy w ciemnym zakątku medycznego pokoju w ośrodku treningowym, to naprawde można mu współczuć. Czego się jednak nie robi dla pasji...