Adrian Janiuk: Wejściem na boisko w meczu ze Śląskiem Wrocław zapewnił Pan sobie grę w podstawowym składzie Jagiellonii w niedzielnym spotkaniu z Lechem Poznań? We Wrocławiu ożywił Pan grę białostoczan, a do tego zdobył Pan gola.

 

Piotr Grzelczak: Robię wszystko żeby przekonać do siebie trenera. Chcę dać sztabowi szkoleniowemu pozytywny ból głowy. W meczu ze Śląskiem grałem w mniejszym wymiarze czasowym, ale nastawienie żeby pomóc drużynie miałem takie jak grałbym od pierwszych minut. Przez cały tydzień ciężko pracuję na to żeby w weekend otrzymać nagrodę. Mam tu na myśl grę w meczu ligowym najlepiej od początku.

 

Festiwal goli po przerwie we Wrocławiu. Jaga wraca bez punktów

 

W głębi duszy nie ma Pan poczucia, że wejściem na murawę we Wrocławiu zagwarantował Pan sobie miejsce w wyjściowej jedenastce na potyczkę z mistrzem Polski?

 

Absolutnie nie! Doskonale wiemy jak trener Probierz lubi rotować składem, więc nikt na dobrą sprawę nie ma zagwarantowanego miejsca w podstawowym składzie. Każdy trening traktujemy jak przepustkę do gry w spotkaniu ligowym. Dobrą grą na treningach chcę przekonać do siebie szkoleniowca.

 

Czyli nie był Pan zaskoczony, że zabrakło Pan w jedenastce na mecz ze Śląskiem?

 

Chcę w każdym meczu grać od początku, ale rywalizuję z naprawdę dobrym napastnikiem Łukaszem Sekulskim. Gramy póki co takim systemem, że nie jest nam dane występować w duecie. Rywalizacja między nami jest, ale tylko w pozytywnym znaczeniu tego słowa.

 

Niewykorzystane sytuacje w meczu z Legią miały wpływ na to, że to Łukasz Sekulski zagrał od początku ze Śląskiem, a nie Pan?

 

Trener podjął taką decyzję po dłuższej przerwie od rozgrywek ligowych. Były mecze reprezentacyjne, a my przez ten okres ciężko trenowaliśmy. Wydaje mi się, że bardziej na tej podstawie szkoleniowiec wytypował jedenastkę. Mieliśmy okazję dłużej potrenować, co na pewno było komfortowe dla sztabu szkoleniowego.

 

Po dwóch ostatnich meczach w lidze wszyscy w Jagiellonii odczuwają ogromny niedosyt?

 

Bez dwóch zdań! Naszą największą bolączką jest skuteczność. Pokazały to spotkania z Legią i ze Śląskiem. Dochodzimy do naprawdę dobrych sytuacji strzeleckich, ale jeśli chodzi o wykończenie to nie wygląda to najlepiej. Pracujemy nad tym elementem gry, a efekty chcemy zaprezentować kibicom już w najbliższym meczu z Lechem. Liczymy, że w niedzielę na trybunach zasiądzie komplet widzów. Tak samo jak miało to miejsce na meczu z Legią. Fani swoim dopingiem bardzo nam pomagają. Czujemy, że są z nami przez całe zawody, a to dodaje skrzydeł. Zrobimy wszystko, żeby zmazać plamę z Wrocławia. Mamy zamiar zacząć zwycięską passę.

 

Jest Pan zadowolony z dotychczasowego dorobku w barwach Jagiellonii? W lidze rozegrał Pan osiem spotkań, zdobywając trzy bramki i dorzucają dwie asysty.

 

Mój bilans mógł być znacznie lepszy, gdybym wykazał się lepszą skutecznością. Ogromnie żałuję, że w meczu z Legią nie udało mi się wykorzystać okazji, które miałem. Liczę, że będę miał okazję do rehabilitacji w najbliższym spotkaniu z Lechem.

 

Mimo wszystko statystyki są Panu wyjątkowo przychylne w porównaniu z zeszłym sezonem. Widać progres w Pana grze. To osoba trenera Michała Probierza, tak dobrze na Pana działa?

 

W tym sezonie częściej występuje na pozycji napastnika. W ubiegłych rozgrywkach w Lechii Gdańsk byłem wystawiany na skrzydle. Jeśli chodzi o trenera to z Panem Probierzem znamy się doskonale. Po raz pierwszy spotkaliśmy się w mojej rodzinnej Łodzi podczas pracy w Widzewie. Dużo mu zawdzięczam. Dał mi szansę debiutu kiedy miałem osiemnaście lat. To właśnie pod jego wodzą wchodziłem w seniorską piłkę. Trener od zawsze nie bał się stawiać na młodzież. Na dłuższą metę wychodzi to z dobrym skutkiem. Liczę, że nasza współpraca w Białymstoku będzie dobrze się układała. Jaga jest naszym wspólnym trzecim miejscem pracy.

 

O grę w podstawowym składzie ekipy z Podlasia jest o tyle łatwiej, że do ligi tureckiej przeniósł się Patryk Tuszyński.

 

Po odejściu Patryka jest większe prawdopodobieństwo, że będę grał jako wysunięty napastnik, a nie jako lewoskrzydłowy. Chcę go godnie zastąpić. Tuszyński świetną grą w barwach Jagi zapracował na zagraniczny transfer.

 

Związał się Pan przed sezonem dwuletnim kontraktem z Jagiellonią. Jest to optymalny czas czy liczył Pan na dłuższą umowę?

 

Jestem zdania, że to optymalny czas. Po tym jak skończył się mój kontrakt z Lechią Gdańsk długo się nie wahałem, gdy dowiedziałem się, że Jagiellonia jest mną zainteresowana. Jestem zadowolony ze współpracy z białostockim klubem. Nic nie stoi na przeszkodzie żeby mój kontrakt został przedłużony być może nawet po tym sezonie. Chcę sprawić swoją grę żeby władze Jagi były usatysfakcjonowane moją postawą. Zrobię wszystko żeby tak się stało.

 

Dołączając do zespołu Jagiellonii spotkał Pan w Białymstoku kilku dobrych znajomych. Dzięki temu łatwiej o aklimatyzację w nowym otoczeniu?

 

Bez wątpienia jest to czynnik dzięki, któremu łatwiej o aklimatyzację w nowym otoczeniu. Przede wszystkim z Sebastianem Maderą znamy się jak łyse konie. Przez sześć lat dzieliliśmy pokój na zgrupowaniach. Graliśmy razem w Widzewie, a potem w Lechii. Wszyscy w zespole przyjęli mnie bardzo dobrze, a to ułatwiło wkomponowanie się w nową drużynę.  

 

Po tym jak skończył się Pana kontrakt z Lechia nie było takich myśli żeby spróbować swoich sił za granicą?

 

Będąc jeszcze w Lechii pojawiały się jakieś pogłoski o zagranicznych ofertach. Przed podpisaniem umowy z Jagą również były wstępne zapytania, jednak wolałem zostać w Ekstraklasie. Z tego względu, że chcę rozegrać w Jadze nazwijmy to sezon życia. Włodarze Jagiellonii już nie raz pokazały, że sprzedają zawodników jeśli wpływa dobra oferta. Dobrą grą w barwach białostoczan chcę dać sobie szansę na zagraniczny transfer. Wierzę, że wszystko jest jeszcze przede mną.