Tomasz Swędrowski: Marcin, spodziewaliśmy się trudnego spotkania, ale aż tak trudnego chyba nie?


Marcin Możdżonek: To prawda, ale chyba mimo wszystko jest trochę w tym naszej winy, bo gdybyśmy zaczęli lepiej pierwszego seta i gdybyśmy go wygrali, to ten mecz wyglądałby zapewne zupełnie inaczej. Teraz możemy sobie tylko gdybać. Na szczęście, w drugim secie przełamaliśmy… przede wszystkim siebie, a nie przeciwnika. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że Japonia jest zespołem grającym bardzo dobrze, dużo bronią, świetnie kontratakują, ale my mamy ogromną przewagę warunków fizycznych, od połowy drugiego seta zaczęliśmy to wykorzystywać i już bezwzględnie panowaliśmy na boisku.


Nie pamiętam takiego Pucharu Świata, żeby wszystko rozstrzygało się w ostatnim meczu, a na to się zanosi.


Będziemy musieli liczyć na siebie w środę, w meczu z Włochami. To jest dla nas przeciwnik o tyle niewygodny, że doszedł tam Osmany Juantorena, który dał nowej jakości tej drużynie. Tu może być duży problem - żeby go zatrzymać. Myślę jednak, że sobie świetnie poradzimy, mamy zawodników na tym samym poziomie i więcej niż Włosi.


Kogoś chciałeś pozdrowić na koniec?


Tak, jeszcze chciałem pozdrowić Pawła Zatorskiego, bo bardzo mnie o to prosił.

 

Rozmowa z Marcinem Możdżonkiem w załączonym materiale wideo.