Gdy widzisz drużynę mistrzów świata na podium ze łzami w oczach, to w pierwszej chwili nie możesz zrozumieć skąd tyle żalu. Przecież to tylko sport, a od nieszczęsnego meczu upłynęło już kilka godzin. Ale ta rozpacz tylko potęguje uczucie żalu i niespełnienia. Pierwszy w historii polskiej siatkówki Puchar Świata był przecież na wyciągnięcie ręki, a kwalifikację na igrzyska w Rio dawała nawet porażka 2:3 w ostatnim meczu.

 

Kadziewicz ostro o FIVB: Przepisy muszą się zmienić!

 

Polacy przeszli przez ten morderczy turniej jak burza. Wygrali dziesięć kolejnych spotkań, pokonali Rosję, mistrzów olimpijskich z Londynu, rozbili pierwszych w tabeli Amerykanów, podobnie jak oni sami niepokonanych. Mecz z Włochami miał potwierdzić ich dominację, o której nie bali się głośno mówić sami siatkarze.

 

Rywale nie przyjechali do Japonii w roli faworytów. W lipcu, przed rozpoczęciem finałowego turnieju Ligi Światowej w Rio de Janeiro, Mauro Berruto, były już trener Włochów, odesłał do Rzymu czterech podstawowych zawodników, którzy złamali regulamin zbyt późno wracając do hotelu. W tym gronie był Ivan Zajcew i pierwszy rozgrywający Dragan Travica. Nie muszę dodawać, że występ włoskich siatkarzy w mieście przyszłorocznych igrzysk nie był udany, przegrali między innymi z Polską.

 

Po powrocie do domu nie wszyscy popierali trenera, który w końcu, mocno rozgoryczony, zrezygnował ze stanowiska.

 

Zastąpił go Gianlorenzo Blengini, a do reprezentacji wrócił jej największy gwiazdor, Ivan Zajcew, który publicznie poprosił o przebaczenie. Dla Travicy nie było już miejsca, nowy szkoleniowiec postawił na 19 letniego Simone Giannellego, jednego z najzdolniejszych siatkarzy włoskich młodego pokolenia. I nie popełnił błędu, choć nie brakowało takich, którzy uważali, że jest zbyt młody i mało doświadczony, by poradzić sobie na tak trudnej i odpowiedzialnej pozycji, jaką bez wątpienia jest rozegranie.

 

Dodajmy jeszcze, że do włoskiej drużyny dołączył Kubańczyk Osmany Juantorena, od dwóch lat obywatel Włoch, który już dawno zamknął sobie drzwi do występów w narodowym zespole swojej starej ojczyzny. A Juantorena, bratanek Alberto Juantoreny, złotego medalisty igrzysk olimpijskich w Montrealu (1976) w biegach na 400 i 800 metrów, później ministra sportu w kubańskim rządzie, jest siatkarzem zjawiskowym, kto wie czy nie najlepszym na świecie. Zastanawiano się tylko, jak zostanie przyjęty przez włoskich kolegów w reprezentacji. Okazało się, że dobrze, a on pokazał , że można na niego liczyć. Teraz już wiadomo że o była dobra decyzja dla wszystkich: Rio de Janeiro czeka na Włochów.

 

A czy zagrają tam Polacy, czy Stephane Antiga znajdzie właściwy klucz do ich psychiki po tym co się stało w ostatnim meczu turnieju o Puchar Świata w Tokio?

 

Wierzę, że da sobie radę i że już podczas mistrzostw Europy, które rozpoczynają się w październiku polscy siatkarze znów pokażą swoją niewątpliwą klasę.

 

Pamiętamy tylko, że na początku stycznia, gdy przyjdzie im znów walczyć o igrzyska będą w środku sezonu ligowego i w trakcie rozgrywek o europejskie puchary. A przecież wojna w Berlinie wcale nie będzie łatwiejsza od tej w Japonii. Siedem najlepszych europejskich drużyn plus gospodarz (Niemcy, brązowy medalista ubiegłorocznych MŚ) bić się będzie o jedno miejsce premiowane olimpijskim awansem. Ci, którzy zajmą drugie i trzecie miejsce wywalczą sobie prawo startu w turnieju interkontynentalnym w maju, w Japonii, który rozpocznie się maja, a zakończy czerwca. Tam czekać będą cztery olimpijskie zaproszenia.

 

System jak widać jest wyjątkowo niekorzystny dla europejskich drużyn, które poza USA, Brazylią, Argentyną, Japonią i Iranem rządzą przecież w światowej siatkówce. A na występ w Rio, co najwyżej będą mogły liczyć cztery europejskie zespoły. To nie jest sprawiedliwe rozwiązanie i trzeba o tym mówić głośno.

 

Mimo to nie wyobrażam sobie, podobnie jak wszyscy zakochani w tej dyscyplinie, że na igrzyskach mogłoby zabraknąć aktualnych mistrzów świata, drużyny przebudowanej, odmłodzonej, która w każdym turnieju pokazuje, że wciąż stać ją na wielkie rzeczy. W Japonii było podobnie, na ostatnią prostą Polska wyszła prowadząc w tabeli, niepokonana. Niestety, przegrała tuż przed metą i spadła na trzecie, medalowe miejsce. A to co było najważniejsze, Puchar Świata i kwalifikację olimpijską, zagarnęli inni.