Cała presja, wszystkie oczy będą zwrócone na Tomka, bo Przemek ma być tylko tłem. Adamek, żeby wrócić do wielkiego boksu, nie może tej walki tylko wygrać. Musi dominować, wygrać efektownie, przez KO. Tylko na punkty, to będzie zbyt mało –  nikt nie wie tego lepiej niż on sam. Wygrana na punkty to porażka.

 

Polsat Boxing Night: Transmisja w PPV. Gdzie obejrzeć?

 

Pisałem ten tekst, podglądając na monitorze konferencję prasową przed galą w Łodzi. Główni bohaterowi oczywiście elegancko, z szacunkiem wypowiadają się o rywalu, bo przecież ani Tomek ani Przemek nie zamienią się nagle w Batmana i nie będą skakać po scenie jak Tyson Fury. Adamek fizycznie wygląda lepiej niż kiedykolwiek, spędził jak wyliczył Mateusz Borek dokładnie 53 dni na obozie przygotowawczym. “Cieszę się, że Tomek naprawdę poświęcił się  treningowi. To dobry znak” – komentował sprawę Pat English reprezentujący interesy prawne „Main Events”. Można te słowa Englisha czytać na parę sposobów, ale kiedy rozmawiałem zarówno z nim, jak szefową „ME” Kathy Duvą, odniosłem wrażenie, że oboje byli zaskoczeni treningowym zaangażowaniem Tomka. Że byłemu dwukrotnemu mistrzowi świata, człowiekowi, który już zapewnił sobie i swojej rodzinie bardzo dobre życie… jeszcze się chce.

 

Ze wszystkiego, co oficjalnymi i mniej oficjalnymi drogami słyszałem z Osady Śnieżka, to “Góralowi” się chciało.  I to bardzo.  Po dwóch kolejnych porażkach, ze Sławą Głazkowem i Arturem Szpilką – w obu był faworytem –  Adamek zniknął z pięściarskiej sceny w Stanach Zjednoczonych. W żadnej innej dziedzinie życia 24-godzinny cykl informacyjny nie mija tak szybko, jak w sporcie. Porażki tylko to przyspieszają. Po 26 września w Łodzi, Adamek wróci do poważnego boksu tylko pod jednym warunkiem. Że całkowicie zdominuje, wygra – i to szybko – z Przemkiem  Saletą. Przez nokaut. Wygrana na punkty to będzie porażka.

 

O przegranej nawet nie będę pisał. Tomek doskonale o tym wie – ma wyjść i znokautować. Przemek ma być tylko tłem do powrotu przeciwko rywalom, którzy boksersko robią wszystko znacznie lepiej niż potrafi to dziś mój imiennik. Będę walkę Adamek – Saleta oglądał w hotelu w Alabamie, na kilka godzin przed podglądaniem przy ringu tego, jak biją w Ameryce ciężcy jak Deontay Wilder, Dominic Breazeale czy Charles Martin.  Nie wiem, czy będą to potencjalni rywale… ale porównanie będzie.

 

Deprecjonuję umiejętności/szanse Przemka Salety niezłośliwie i nie dlatego, że ich nie ma, tylko że akurat te, które ma (miał?) nie sprawdzą się przeciwko Adamkowi. Styl robi walkę. Przeciwko Andrzejowi Gołocie, Saleta wyglądał dobrze bo panowie bili się w budce telefonicznej – na dwóch metrach kwadratowych. Adamek wykorzysta każdy centymetr ringu, gdzieś koło drugiej rundy będzie wiedział jak skończyć. Tak jak w Duesseldorfie dziesięć lat temu. W walce z Thomasem Ulrichem, mówił w narożniku do Andrzeja Gmitruka, że będzie spokojnie czekał na kolejną dziurę podczas ataku Niemca i “spokojnie go skończę”.

 

Sorry, Przemek  - nic innego nie może się w Łodzi zdarzyć.