Bez doświadczonych piłkarzy ciężko jest osiągnąć sukcesy. Można mieć fantazję, polot, zdrowie do biegania, ale kiedy przychodzą trudne momenty, wszystkie oczy patrzą na tych, którzy już niejedno w piłkarskim życiu widzieli. Trzeba wziąć na siebie ciężar, przytrzymać piłkę, dać się sfaulować, albo strzelić nawet gola, kiedy nie idzie.

 

Rozwój znakomicie zagrał w derbach Katowic


W weekend widać było, jak bardzo weterani są ważni dla mało doświadczonych kolegów. Trener Rozwoju Katowice Mirosław Smyła przyznaje, że jego piłkarze ciągle uczą się gry w 1 lidze. I musi to być kurs przyspieszony, bo czasu na korepetycje, a tym bardziej na poprawki, nie będzie wiele. Trzeba szybko zdobywać punkty, jeśli Rozwój (beniaminek i to biedny, a nie bogaty) marzy o utrzymaniu się na zapleczu ekstraklasy.


Mało zawodników z kadry Rozwoju miało okazję grać na tym poziomie (Rozwój awansował po raz pierwszy), bo albo grywali po niższych ligach jak Robert Tkocz, Przemysław Gałecki, Sebastian Gielza, czy Łukasz Gałecki, albo są bardzo młodzi: Filip Kozłowski, Łukasz Winiarczyk czy Michał Gałecki.


Takich, którzy są ograni w wyższych ligach nie ma zbyt wielu - Wróbel jest jednym z nich. Wychowanek Rozwoju rozegrał ponad 170 meczów w ekstraklasie, a w ostatni weekend został bohaterem derbów Katowic. Miał wielki udział przy obu golach. Przy pierwszym doskonale dośrodkował z rzutu rożnego na głowę Łukasza Kopczyka, a potem zrobił coś, co można oglądać w nieskończoność. Akcja, dzięki której zdobył drugą bramkę, nadawała się do pokazywania jej w filmach szkoleniowych.


Wróbel rozegrał trójkową akcję z Tkoczem i Kozłowskim, a potem popędził na bramkę rywala z dwoma obrońcami na plecach, wpadł w pole karne, spojrzał gdzie jest bramkarz i spokojnie strzelił przy bliższym słupku. Po meczu przyznawał, że gaz w nogach jeszcze jest i chwalił drużynę, która wywalczyła remis w bardzo trudnym meczu. Wróbel to kapitan i jednocześnie spoiwo Rozwoju, podobnie jak Tomasz Jarzębowski w Wigrach Suwałki.


Były legionista pod koniec kariery znalazł swoje miejsce na ziemi na północnym wschodzie Polski. Mówi, że w Suwałkach chce grać do 40. roku życia (a więc kilka sezonów jeszcze przed nim) i na pewno mu kibicują, żeby dał radę. Steruje linią obrony i świetnie dowodzi kolegami na boisku.


On jest od ustawiania się, podpowiadania, krzyczenia, kiedy trzeba. Drugi stoper ma biegać i walczyć, "podłączony" do Jarzębowskiego, który nim "steruje". W spotkaniu z Dolcanem było widać, jak bardzo go brakuje na boisku. Wystarczyły trzy minuty od jego zejścia z powodu urazu łydki, żeby Wigry straciły bramkę (wcześniej obrona grała dość pewnie, a Jarzębowski był nie do przejścia i jeszcze spokojnie wyprowadzał piłkę). W 64. minucie gospodarze mieli rzut wolny, niemal zdobyli wtedy bramkę, a potem karygodnie się zagapili. Z Jarzębowskim na boisku pewnie by się to nie stało.

 

Warto szanować doświadczonych piłkarzy, bo nie ma ich zbyt wielu i to w takiej formie!