- Z samą Katarzyną Skowrońską-Dolatą niczego nie wygramy – te gorzkie słowa Jacka Nawrockiego, trenera naszej reprezentacji mówią właściwie wszystko. Wypowiedział je po przegranym, ćwierćfinałowym meczu z Holandią, który raz jeszcze obnażył naszą narodową drużynę bardzo boleśnie. A przecież rywalki też popełniają błędy, też mają chwile słabości. W obu meczach z Polkami straciły po secie, a w kilku innych bywały bezbronne. Ale to trwało krótko, budziły się w porę i wygrywały te najważniejsze piłki.

 

Mistrzostwa Europy: Holandia - Polska. Skrót meczu (WIDEO)

 

Polki jak już miały zapaść, to na długo, traciły po dziewięć punktów z rzędu (tak, jak w ćwierćfinale) i seta miały z głowy. Praktycznie tylko Skowrońska Dolata była w stanie podjąć walkę z Holenderkami, ale zgodnie z tym co powiedział Jacek Nawrocki – sama meczów z tak mocnymi rywalkami nie wygra. A zabrakło przecież Anny Werblińskiej, tej która w naszym zespole trzyma przyjęcie. Bez niej mogło być tylko gorzej, i tak właśnie było.

 

To, że Polki odpadły z dalszych gier w mistrzostwach Europy w ćwierćfinale i wróciły już do domu klęską nie jest, bo takie mniej więcej były oczekiwania, ale martwi styl w jakim przegrywały z czołowymi zespołami. Roiło się w ich grze od prostych błędów, punkty traciliśmy seriami, na lewym skrzydle nie było zawodniczki, która mogłaby postraszyć rywalki atakiem i odciążyć Katarzynę Skowrońską-Dolatę.

 

Trener robił co mógł, szukał najlepszego ustawienia, ale Klaudia Kaczorowska, Natalia Kurnikowska i Anna Grejman nie były w stanie dać drużynie tego, czego oczekiwał. Iza Kowalińska, bez wzgIędu na to, czy była ustawiana na prawym, czy lewym skrzydle również. I nie ma w tym momencie większego znaczenia, że w ćwierćfinałowym meczu z Holandią najsłabiej wypadła ta pierwsza, bo pozostałe też nie były w stanie zagrać na dużo wyższym poziomie.

 

Najbardziej martwi, że przy ogromnej popularności siatkówki w Polsce i finansowym potencjale naszej ligi, nie mamy reprezentacji, która podobnie jak męska potrafiłaby skutecznie walczyć z najlepszymi. Kiedy Marco Bonitta w 2007 wracał z naszą drużyną bez medalu z mistrzostw Europy uznano to za porażkę. Nic dziwnego, poprzednie dwa turnieje (w Turcji i Chorwacji) Polki prowadzone przez Andrzeja Niemczyka przecież wygrały. Ale rok później polskie siatkarki, z Bonittą, awans na igrzyska w Pekinie jednak wywalczyły.

 

Teraz, z tą reprezentacją, będzie to zadanie piekielnie trudne do wykonania. W styczniu, z turnieju kontynentalnego w Ankarze awansuje przecież do Rio de Janeiro tylko jedna drużyna. A w turnieju ostatniej szansy może dla Polek nie być już miejsca.

 

Dziś nie ma już sensu wracać do przeszłości i przypominać jakie wspaniałe mieliśmy kiedyś zawodniczki. Faktycznie, Małgorzata Glinka i Dorota Świeniewicz w drużynie Niemczyka, to była klasa światowa. Dziś mamy tylko Skowrońską, ale to przecież nie oznacza, że mamy załamywać ręce i godzić się z porażkami. Wiele lat zostało niestety straconych, stąd luka pokoleniowa, ale nie można pozwolić, by kolejne były podobne. Widać, że trener Nawrocki zdaje sobie sprawę na czym stoi i czego mu brakuje, ale nie mam pewności czy wie, jak ten problem, z którym zderzył się pracując od niedawna z żeńską reprezentacją, skutecznie rozwiązać.