Na Goodison Park w niedzielę podział punktów. Spotkanie nie miało dziś faworyta, bowiem każdy z zespołów miał swoje problemy i ciężko było wyrokować, kto jest w lepszej dyspozycji. W mecz lepiej weszli przyjezdni: Liverpool narzucił swój ton gry i stworzył pierwsze okazje za sprawą Daniela Sturridge'a i Jamesa Milnera, który trafił w słupek.

Kryzys Chelsea trwa. Co dalej z Mourinho?

Gospodarze otrząsnęli się po przewadze The Reds, gdy na zegarze wybiło pół godziny gry. W krótkim odstępie czasu zero z tyłu Liverpoolu uratował Simon Mignolet, który popisał się kapitalnym instynktem przy strzałach Rossa Barkleya i Stevena Naismitha. Najciekawsza była jednak końcówka, która przyniosła bramki: wynik otworzył Danny Ings, który nieobstawiony w polu karnym celnie główkował w przeciwległy róg bramki Howarda, a kilka minut później niefrasobliwość obrony The Reds stworzył Lukaku sposobność do wyrównania.

O drugiej części gry nie ma się co zbytnio rozpisywać, bowiem poziomem w najmniejszym stopniu nie nawiązała do tego, co zwykle w derbach fundowali nam zawodnicy obu drużyn: mnóstwo bramek i emocji. Najlepsze okazje w ciągu drugich 45 minut mieli Barkley i Lukaku, jednak były to jedyne ciekawsze akordy po zmianie stron. Derby Liverpoolu kończą się remisem, który tak naprawdę nie zadowala żadnej ze stron.


Everton - Liverpool 1:1 (1:1)
Lukaku 45' - Ings 42'

Everton: Howard; Browning, Jagielka, Mori, Galloway; Barry, McCarthy; Deulofeu (Lennon 60'), Barkley, Naismith (Kone 79'); Lukaku

Liverpool: Mignolet; Can, Skrtel, Sakho; Clyne, Milner, Lucas Leiva (Allen 79'), Moreno; Coutinho, Ings (Lallana 76'); Sturridge