Nagroda za najbardziej absurdalny mecz roku została przyznana. Otóż Anderlecht Bruksela nie wygrał meczu z Mechelen mimo, że prowadził kilkadziesiąt minut i po drodze miał trzy rzuty karne. Bohaterem dnia został jednak golkiper gości, Jean-Francois Gillet, który obronił strzały z jedenastu metrów zarówno Praeta, Okaki i Tielemansa. Anderlecht otworzył jednak wynik z otwartej gry: w 55. minucie bramkarza rywali pokonał Okaka.

Mecz mógł zabić karny z 89. minuty, do którego podszedł nastolatek Tielemans, jednak także on został zatrzymany. Gdyby Anderlecht dowiózł skromne prowadzenie do końca, zapewne incydent zostałby szybko zapomniany, jednak na domiar złego w 93. minucie piłkę do własnej siatki skierował obrońca zespołu z Brukseli, Kara Mbodji…

Na 18 minut na boisku w barwach Mechelen zameldował się Rafał Wolski, który zmienił Matsa Ritza.