Adrian Janiuk: Spodziewa się Pan, że nasza reprezentacja już w Glasgow zapewni sobie awans na Euro 2016?

 

Dariusz Dziekanowski: Jesteśmy naprawdę bardzo blisko celu, bo w razie, gdy nie postawimy kropki nad „i” w Glasgow zostaje nam przecież mecz z Irlandią u siebie. Jednak cała mądrość polega na tym, aby w czwartkowy wieczór na Hampden Park zagrać w taki sposób, żeby spotkanie z Irlandczykami było formalnością. Wierzę, że tak się stanie, bo od początku tych eliminacji jesteśmy mocni. Trzeba dokończyć zaczętą robotę.

 

Kołtoń: 13 powodów, że wygramy w Glasgow!

 

Patrząc na tabelę grupy D nie trudno oprzeć się wrażeniu, że tylko katastrofa może spowodować, że biało-czerwoni nie wywalczą awansu na mistrzostwa Europy?

 

Rzeczywiście tylko kataklizm w postaci dwóch porażek w dwóch ostatnich meczach może to sprawić. W poprzednich latach rzadko się zdarzało, że wszystko zależało od nas. Tym razem jesteśmy w komfortowej sytuacji, ale przestrzegam przed Szkotami. Mimo, że w zespole Gordona Strachana nie ma piłkarzy takiego formatu jak u nas, to są oni dla nas realnym zagrożeniem.

 

Czy pomimo pozycji w grupie i faktu, że mamy lepszych poszczególnych piłkarzy nie możemy czuć się faworytem tego meczu?

 

Absolutnie nie! Nie powinniśmy uważać się za faworytów chociażby z tego względu, że dwa ostatnie mecze ze Szkotami i to na naszym terenie kończyły się po myśli wyspiarzy. Już za kadencji Adama Nawałki przegraliśmy z nimi w towarzyskiej potyczce 0:1, a w meczu o punkty zremisowaliśmy. Po historycznym zwycięstwie z Niemcami kilka dni później mieliśmy duże problemy, żeby zdobyć punkt w starciu ze Szkocją. Podopieczni Strachana długo prowadzili 2:1, ale wówczas uratował nas kapitalnym golem Arek Milik.

 

Powiedzenie „do trzech razy sztuka” sprawdzi się w przypadku trzeciego kolejnego meczu ze Szkotami?

 

W ubiegłym roku ponieśliśmy porażkę oraz zremisowaliśmy, więc teraz czas na wygraną. Szkoci potrafili dwukrotnie utrzeć nam nosa na Stadionie Narodowym, dlatego teraz czas na nas. Idealnie układa się schemat pod to powiedzenie. Ponadto na zwycięstwo ze Szkocją czekamy ponad 35 lat i już wystarczy (przyp. red. - Polska ostatni raz pokonała Szkocję 28 maja 1980 roku w Poznaniu 1:0 po golu Zbigniewa Bońka).

 

Jak należy scharakteryzować obecnie szkocką reprezentację?

 

Szkoci od pewnego czasu starają się odchodzić od klasycznego stylu „kick and rush”. I to widać w tych eliminacjach. Coraz lepiej radzą sobie rozgrywając piłkę po ziemi. Jeśli chodzi o kadrę to posiadają w swoich szeregach solidnych zawodników, którzy grają na co dzień w Anglii. W ich kadrze można dostrzec piłkarzy z kilku solidnych klubów Premier League, ale nadal w dużej mierze opierają się na graczach z angielskiej Championship. Są również najlepsi piłkarze z Celticu czyli najlepszej szkockiej drużyny klubowej.

 

Jaka jest recepta na zwycięstwo ze Szkocją? Powinniśmy zagrać z pełnym wyrachowaniem, wręcz defensywie czy wychodzi Pan z założenia, że najlepszą obroną jest atak?

 

Powinniśmy przede wszystkim wykorzystać swoje atuty, które niewątpliwie posiadamy. Największym z nich jest Robert Lewandowski. Kapitan biało-czerwonych jest w kosmicznej formie w ostatnich tygodniach. Liczę, że partnerzy z drugiej linii będą posyłali w jego kierunku dużo prostopadłych podań. Przede wszystkim dobrą grą w ofensywie musimy wywierać presję na Szkotach.

 

Najlepszy strzelec eliminacji Robert Lewandowski powinien obawiać się o swoje nogi grając przeciwko obrońcom reprezentacji Szkocji?

 

Przed rokiem Gordon Greer omal nie złamał Robertowi nogi! Co prawda nasz kapitan po tamtym brutalnym faulu był w stanie kontynuować mecz, ale skutki tego przewinienia odczuwał do ostatniego gwizdka. Obawiam się, że teraz może być niestety podobnie. Szkoci zdają sobie sprawę, że jeżeli chcą osiągnąć w meczu z Polakami korzystny wynik muszą wyłączyć z gry przede wszystkim lidera biało-czerwonych. Jestem jednak przekonany, że Lewandowski wychodząc na boisko nie będzie miał w głowie obaw o swoje zdrowie. Ktoś taki jak „Lewy” nie czuje strachu przed żadnym rywalem. Wiem z własnego doświadczenia, że zawodnik, który wychodzi na murawę, żeby stoczyć piłkarską wojnę nie może odczuwać strachu, bo właśnie wtedy jest najłatwiej o kontuzje.

 

Wnioskuję, że chce Pan powiedzieć, że nasza reprezentacja do meczu ze Szkocją powinna podejść bez strachu, ale mimo wszystko z umiarkowanym respektem.

 

Myślę, że nasi piłkarze doceniają wyspiarzy. Z natury są to bardzo waleczni ludzie. Wiemy, że dla nich mecz z Polską to być albo nie być w tych eliminacjach. Jestem przekonany, że selekcjoner Adam Nawałka we właściwy sposób zdjął presję z zawodników. Nastawienie w zespole jest właściwe, tym bardziej, że drużyna jest w dobrym miejscu. Wszystko funkcjonuje tak jak powinno. Panuje dobra atmosfera i widać, że zawodnicy czują się świetnie. Trener Nawałka powołał na zgrupowanie nawet piłkarzy, który są obecnie w słabszej formie i niewiele grają w klubach. Wniosek wysuwa się taki, że jest to zgrana grupa ludzi, którzy doskonale się rozumieją. Już od wtorku przebywa Pan w Glasgow. Zaplanował Pan spotkania ze starymi znajomymi z Celticu? Mam w planach m.in. spotkanie z byłym piłkarzem Celticu Johnem Collinsem, z którym znamy się od ćwierć wieku. Będziemy rozmawiali o piłce reprezentacyjnej, ale również klubowej. Chcę odwiedzić stare kąty, a przy okazji meczu Szkocja - Polska nadarza się ku temu idealna okazja.

 

Już od wtorku przebywa Pan w Glasgow. Zaplanował Pan spotkania ze starymi znajomymi z Celtiku?

 

Mam w planach m.in. spotkanie z byłym piłkarzem Celtiku Johnem Collinsem, z którym znamy się od ćwierć wieku. Będziemy rozmawiali o piłce reprezentacyjnej, ale również klubowej. Chcę odwiedzić stare kąty, a przy okazji meczu Szkocja - Polska nadarza się ku temu idealna okazja.

 

Przez ponad dwa lata był Pan zawodnikiem Celtiku Glasgow. Dobrze wspomina Pan pobyt w drużynie The Bhoys?

 

Był to mój pierwszy zagraniczny klub. Z Celticem wiąże się wiele pięknych wspomnień. Najlepsze z nich to mecz z Partizanem Belgrad, w których strzeliłem cztery gole. Pokonaliśmy wówczas Partizana 5:4 na Celtic Park. Praktycznie od pierwszego dnia pobytu w Glasgow dało się odczuć, że piłkarze Celticu czy lokalnego rywala Glasgow Rangers są bardzo popularni.

 

Na Celtic Park oprócz Pana występowało jeszcze kilku polskich piłkarzy. Za co Szkoci doceniają Polaków?

 

Sądzę, że Szkoci najbardziej cenią w Polakach pracowitość. Kilku z nas zrobiło w Celticu dobrą reklamę dla polskiej piłki. Dariusz Wdowczyk czy Artur Boruc grali na Celtic Park przez pół dekady. Maciej Żurawski spędził w zielonej części Glasgow podobnie jak ja ponad dwa lata. Paweł Brożek zaliczył w barwach The Bhoys krótki epizod, a z kolei Łukasz Załuska był częścią Celticu aż przez sześć lat. Nie jest łatwo grać dla Celticu i nie wszyscy z naszych zdali ten egzamin. Jest to największy klub w Szkocji z ogromnymi ambicjami. Wymagania tam są naprawdę duże.