Drugi w klasyfikacji generalnej królewskiej kategorii, Lorenzo do Japonii leciał osłabiony po tym, jak tydzień wcześniej wybił lewy bark podczas banalnego treningu na mini-moto. Choć obawiał się, że sytuacja będzie poważniejsza, w piątek nie spowolniło go to ani na chwilę. Dwukrotny mistrz MotoGP był najszybszy w obu sesjach treningowych, w pierwszej odskakując Andrei Iannone i Valentino Rossiemu na cztery dziesiąte sekundy. Podczas drugiego treningu Hiszpan poprawił swój czas o siedem dziesiątych sekundy, tym razem o jedną wyprzedzając Daniego Pedrosę, a o trzy Iannone. Lider tabeli, Rossi był tym razem dopiero ósmy, tracąc do swojego głównego rywala aż osiem dziesiątych.

O ile Lorenzo był zadowolony i nieco zaskoczony, Włoch podkreślał, że brakuje mu wyścigowego tempa i odpowiednich ustawień. Jego czternastopunktowe prowadzenie wydaje się mocno zagrożone, ale z pomocą może 36-latkowi przyjść... pogoda. Na niedzielę zapowiadane są bowiem opady deszczu, a w takich warunkach doświadczony „Doktor” radzi sobie w tym roku zdecydowanie lepiej niż szybki, ale momentami mniej pewny siebie „Por Fuera”. Najpierw jednak zawodników czekają sobotnie kwalifikacje.

Niezależnie od pogody trudny weekend mają przed sobą zawodnicy Hondy. Dani Pedrosa zakończył co prawda pierwszy dzień na drugiej pozycji, ale nie był zadowolony z ustawień motocykla i swojego tempa. Dopiero siódmy był w piątek obrońca tytułu Marc Marquez, spowolniony nie tylko ustawieniami maszyny, ale także kontuzją lewej dłoni, która mocno dawała mu się we znaki podczas licznych, ostrych hamowań. Na tyle mocno, że jeszcze przed weekendem ekipa przygotowała dla niego specjalną manetkę kierownicy.

Z dobrej strony pokazali się w piątek zawodnicy Ducati. Andrea Dovizioso dwa razy startował już na Motegi z pole position, w tym rok temu na modelu Desmosedici GP14.2, ale dziś podkreślał, że tegoroczna wersja GP15 nie jest tak stabilna podczas hamowania, a to na tym torze klucz do sukcesu. Iannone wciąż jest z kolei osłabiony kontuzją lewego ramienia i jak sam ocenia, jest w 70% sprawny. Wyścigowe tempo duetu ekipy z Bolonii stoi więc pod znakiem zapytania, ale obaj Włosi powinni być bardzo groźni podczas kwalifikacji. W końcu mają do swojej dyspozycji miękkie opony. Ich szybka jazda nie jest na rękę Rossiemu i Marquezowi. Jeśli faworyci będą musieli ruszać za włoskimi maszynami, Lorenzo w niedzielę może znów już po starcie mieć przewagę, której inni nie będą w stanie odrobić.

Całkiem nieźle w piątek radził sobie Aleix Espargaro, którego Suzuki teoretycznie powinno w Japonii tracić sporo czasu na wyjściach z wolnych nawrotów. Hiszpan nadrabiał jednak na hamowaniu, kończąc dzień na szóstym miejscu. Kto wie, może w sobotę on również utrudni życie Rossiemu. Niespodzianką było solidne, dziesiąte miejsce Hectora Barbery. Na torze Motegi Hiszpan nabawił się w 2008 roku poważnej kontuzji, uderzając głową w betonową bandę i niebezpiecznie łamiąc kręgosłup. Długo dochodził wówczas do zdrowia, ale w piątek zostawił za sobą złe wspomnienia i był najszybszym z zawodników klasy Open.

Przeciętny piątek zaliczył w Japonii Nicky Hayden, który dzień wcześniej ogłosił zakończenie kariery w MotoGP i przyszłoroczne przenosiny do serii World Superbike. Mistrz świata z sezonu 2006 spada jednak z deszczu pod rynnę. W WSBK dosiądzie Hondy, która jest tam równie mało konkurencyjna, co jego tegoroczna maszyna w stawce MotoGP.

Bardzo nietypowo już w piątek poznaliśmy mistrza świata kategorii Moto2. Obrońca tytułu Tito Rabat przyleciał do Japonii raptem kilka dni po tym, jak przeszedł w Barcelonie operację złamanej kości ramieniowej. Hiszpan próbował co prawda rano przejechać kilka okrążeń, ale musiał poddać się po ośmiu i wycofać z dalszej rywalizacji. W tej sytuacji tytuł automatycznie trafił na konto prowadzącego z dużą przewagą Johanna Zarco.

Do końca roku Francuz startował już będzie bez presji – co widać było po uzyskaniu przez niego w piątek najlepszego czasu, podczas gdy debiutant Alex Rins ma teraz szansę na wicemistrzostwo. Choć losy tytułu są już rozstrzygnięte, będzie ciekawie. Swoje trzy grosze dorzucić może też najszybszy w piątek rano Thomas Luthi. Szwajcar kilka lat temu historycznie stanął na Motegi na podium choć... nie dojechał do mety.

Obie sesje Moto3 padły łupem Włocha Niccolo Antonelliego, podczas gdy lider tabeli, Brytyjczyk Danny Kent, był dopiero siódmy. Jego główny rywal w walce o tytuł, Włoch Enea Bastianini, uzyskał trzeci rezultat. W jednej sekundzie zmieściło się czternastu zawodników, co zapowiada kolejną wyścigową bójkę nastolatków o zwycięstwo.

Sobotnie treningi i kwalifikacje ruszają o drugiej nad ranem. Bezpośrednie relacje w Polsacie Sport News i na portalu Polsatsport.pl.