O losach meczu we Wrocławiu rozstrzygnęła sytuacja z 35. minuty. Flavio Paixao mocno naciskany (faulowany?) przez Dejmka zupełnie przypadkowo odbił piłkę ręką. Sędzia Paweł Gil podyktował rzut karny, o co gospodarze mieli ogromne pretensje. Jedenastkę wykorzystał Airam Cabrera strzelając swoją pierwszą bramkę w polskiej ekstraklasie.

Trochę szkoda, że jedyny gol padł po tak kontrowersyjnej decyzji arbitra, tym bardziej, że Korona w ostatnim kwadransie pierwszej połowy mogła strzelić, lekko licząc, cztery bramki i wtedy dyskusje o pracy sędziego nie miałyby najmniejszego sensu. Kielczanie marnowali jednak idealne okazje. Z kilku metrów gola nie potrafił zdobyć ani Sierpina (obronił Pawełek), ani Aankour (piłkę z linii bramkowej wybił Dudu).

Warto przy okazji nadmienić, że gościom stwarzanie dogosnych sytuacji przychodziło o tyle łatwiej, że w momentami wręcz groteskowo interweniowali stoperzy Śląska: Adam Kokoszka i Mariusz Pawelec. Już po przerwie z ich błędów nie potrafił skorzystać również Pawłowski i w efekcie goście do końca drżeli o trzy punkty. Choć może bardziej drżeli z zimna? Bo Śląska w piątek nie trzeba było się bać...


Śląsk Wrocław – Korona Kielce 0:1 (0:1)

Bramka: 0:1 Airam Cabrera (35. karny).

Śląsk: Pawełek - Celeban, Pawelec, Kokoszka (60. Gecov), Dudu - Hołota, Danielewicz (60. Bartkowiak) - Zieliński, Kiełb (73. Grajciar), Flavio - Biliński.

Korona: Małkowski – Gabovs, Dejmek, Wilusz, Sylwestrzak - Pawłowski (66. Zając), Aankour (69. Fertovs), Grzelak,  Jovanovic, Sierpina - Cabrera (81. Sobolewski).

Żółte kartki: Danielewicz, Dudu, Pawelec.

Sędzia: Paweł Gil (Lublin). Widzów: 5580.