Piątkowy poranek upłynął pod znakiem dość niskiej temperatury i przelotnych opadów deszczu, które kilka minut przed końcem treningu skutecznie przegoniły zawodników do zespołowych garaży. Najszybszy był co prawda Jorge Lorenzo, ale nie miało to większego znaczenia. Popołudniu, przy lepszej pogodzie, wszyscy poprawili swoje rezultaty, a Marquez zakończył dzień z czasem o siedem dziesiątych sekundy lepszym, niż poranny wynik Lorenzo.

 

To jednak zawodnik z Majorki był górą przez większość drugiej sesji, a rywal z Repsol Hondy zepchnął go na drugą pozycję dopiero w ostatnich minutach, które bardziej niż trening wolny, przypominały sesję kwalifikacyjną. Zdając sobie sprawę z potencjalnie gorszych warunków w sobotę rano, wszyscy chcieli już w piątek zapewnić sobie bezpośredni awans do drugiej części czasówki, stąd ostateczne wyniki są nieco mylące.

 

Przykład? Chociażby trzeci po pierwszym dniu Maverick Vinales, który sam przyznał, że zaliczył dziś najlepszy piątek w swoim debiutanckim sezonie w MotoGP. Hiszpan potrzebował takiego wyniku po tym, jak tydzień temu w Japonii przewrócił się z powodu awarii motocykla, a ostatnio nie mógł odnaleźć pewności siebie z powodu braku przyczepności tylnego koła. Oczywiście byłemu mistrzowi świata klasy Moto3 pomogły w piątek miękkie opony, ale to nie oznacza, że można go z góry skreślić. Australijski tor Phillip Island jest nie tylko szybki i ekscytujący, ale też wyjątkowo płynny. Moc ma tutaj zdecydowanie drugorzędne znaczenie, a kluczem do sukcesu jest prowadzenie.

 

Przed laty dwukrotnie z pole position startował tutaj Irlandczyk Jeremy McWilliams, ścigający się wówczas na dwu i trzycylindrowych motocyklach – słynących ze świetnego prowadzenia, ale bez szans na prostych w starciu z maszynami napędzanymi mocniejszymi silnikami czterocylindrowymi. Vinales może więc sprawić niespodziankę, przynajmniej podczas kwalifikacji. „Dzisiaj mogłem pojechać na sto procent” - podkreślał Hiszpan, który w tym roku startował już z pierwszej linii do Grand Prix Katalonii.

 

Innym zaskoczeniem było piąte miejsce Australijczyka Jacka Millera w pierwszej sesji. W drugim treningu debiutant z Moto3 spadł co prawda na jedenastą pozycję, ale to i tak solidny wynik. Miller powiedział po wszystkim dokładnie to samo, co jego kolega Vinales. Jego Honda w specyfikacji Open nie ma szans na wyjściach z wolnych zakrętów, ale na wyspie Filipa rzadko schodzi się poniżej trzeciego biegu, a to pozwala dotrzymać kroku czołówce. Miller startujący z początku stawki to zapowiedź widowiskowego początku wyścigu. Wystarczy przypomnieć zmagania w Wielkiej Brytanii.

 

Wróćmy jednak do faworytów. Marquez przyznaje, że na płynnym australijskim torze problemy z hamowaniem, które przez cały rok trapią jego Hondę, schodzą na dalszy plan. Wygląda na to, że Hiszpan będzie w niedzielę bardzo groźny. Czy wreszcie przełamie lokalną klątwę i dojedzie na Phillip Island do mety? „Póki co najszybszy jest Lorenzo” - powiedział obrońca tytułu, któremu w piątek doskwierała też nieco otwierająca się rana po niedawnej operacji lewej dłoni. „W niedzielę nie powinno to jednak być problemem” - dodał.

 

Zdeterminowany i walczący o tytuł Lorenzo z pewnością będzie dla niego trudnym do pokonania rywalem. Wicelider tabeli ma dobre tempo, ale podkreśla, że dwa lata po wymianie nawierzchnia toru na wyspie Filipa nie jest już tak równa i przyczepna. Co więcej, firma Bridgestone przysłała do Australii twarde mieszanki – na co narzekał w piątek Bradley Smith – bez obrobionych krawędzi. Teoretycznie to dla Hiszpana zła wiadomość. Na takich oponach nie potrafił odnaleźć się chociażby w czerwcu w holenderskim Assen. Wcześniej, na włoskim Mugello, z łatwością jednak wygrał. Jeśli będzie ciepło i przyczepnie, Lorenzo może narzucać tempo, ale jeśli temperatura i przyczepność spadną, „Por Fuera” może wpaść w tarapaty. To możliwe, bo wyścig znów wystartuje dopiero o godzinie szesnastej lokalnego czasu. To ukłon w stronę europejskich kibiców, z którego zawodnicy nie są jednak specjalnie zadowoleni.

 

A co z Valentino Rossim? Lider tabeli zakończył dzień na odległej, dziewiątej pozycji – sześć dziesiątych za Marquezem - i sam przyznał, że jego najszybsze kółko nie było zbyt udane. Włocha czeka jutro nerwowy poranek. Kilku ryzykantów może spróbować wypchnąć go z pierwszej dziesiątki i zmusić do walki w pierwszej części kwalifikacji. Wcale nie oznacza to jednak, że „Doktor” jest bez szans. Podczas gdy większość rywali podczas drugiej sesji zaliczyła po trzy wyjazdy – z czego ostatni na nowych, miękkich oponach, Rossi zaplanował dwie długie serie i skupił się na pracy nad wyścigowym tempem (choć drugi wyjazd rozpoczął na nowych oponach). I pod tym względem faktycznie wygląda bardzo dobrze. Włoch aż jedenaście okrążeń pokonał w przedziale 1:30. Marquez tylko cztery, a Lorenzo siedem. Sęk w tym, że Hiszpanie zaliczyli także odpowiednio cztery i dwa kółka w przedziale 1:29. Co prawda zrobili to na ostatnim, „kwalifikacyjnym” wyjeździe, ale jednak pokazali, na ile mogą przyspieszyć.

 

Jeśli warunki się poprawią, a tempo spadnie do przedziału 1:29 (tak było rok temu podczas wyścigu), piątkowa forma Rossiego może nie mieć większego znaczenia. Lorenzo przyznaje jednak, że na mniej przyczepnym asfalcie trudno będzie w ten weekend pojechać równie szybko, co dwanaście miesięcy temu. „Doktor” póki co wydaje się więc mieć spore szanse na zwycięstwo. Poczekajmy jednak do jutra. W końcu nie można skreślać też takich zawodników, jak chociażby szósty dzisiaj zwycięzca ostatniej rundy, Dani Pedrosa, który metodycznie testował ustawienia i także nie szarpał się na walkę o jedno szybkie kółko.

 

Co ciekawe, w pewnym momencie Rossi wykorzystał także okazję i na dłuższą chwilę złapał się za tylnym kołem Lorenzo, o czym mechanicy natychmiast poinformowali Hiszpana. Podobnie było tydzień temu w Japonii; wówczas podczas kwalifikacji. Na ile tego typu gierki wyprowadzają zawodnika z Majorki z równowagi? „To nic nowego, nie mam z tym problemu” - uspokajał „Por Fuera”.

 

W piątek zawodnicy testowali także nowe przednie ogumienie. To właśnie tor Phillip Island zmusił przed laty producentów do opracowania tylnych opon asymetrycznych, o dwóch różnych twardościach po jednej i drugiej stronie. Rok temu japoński Bridgestone zaczął eksperymentować z asymetrycznym przodem, co jednak podczas wyścigu MotoGP zakończyło się serią wywrotek. Nowa, zmodyfikowana opona – z miękką mieszanką na środku i po prawej stronie oraz super-miękką na lewej krawędzi – zebrała dziś pozytywne opinie, ale dopiero w niedzielę okaże się, kto założy ją na wyścig.

 

W klasie Moto2 na czele treningów wolnych zmieniali się Sam Lowes i Alex Rins. Z rywalizacji, drugi weekend z rzędu, pechowo odpadł Tito Rabat. Hiszpan zaliczył wywrotkę i mocno poobijał lewą rękę, która jest osłabiona niedawną kontuzją i operacją kości ramieniowej. Lekarze wykluczyli go ze startu w niedzielnym wyścigu. Świeżo upieczony mistrz świata Johann Zarco zakończył z kolei pierwszy dzień na dziewiątej pozycji.

 

W Moto3 najszybszy był w piątek Portugalczyk Miguel Oliveira, zaś drugi wynik zanotował prowadzący w tabeli Danny Kent. Brytyjczyk swój najlepszy rezultat wykręcił rano, a popołudniu nie przejechał ani jednego mierzonego okrążenia. Powodem były problemy ze sprzęgłem, których jednak nie udało się do końca zdiagnozować i zażegnać, choć pojawiły się już rano. Czy ekipa Leopard Racing wyjdzie z opresji przed sobotnią kwalifikacją. Póki co zadania nie utrudnia Kentowi główny i jedyny rywal w walce o tytuł, Enea Bastianini. Po pierwszym dniu w Australii Włoch jest dopiero czternasty. Czy już w niedzielę poznamy kolejnego mistrza świata sezonu 2015?

 

Najpierw jednak czekają nas sobotnie treningi i kwalifikacje. Bezpośrednie relacje w Polsacie Sport News i na portalu polsatsport.pl już od 01:00 w nocy z piątku na sobotę.