11020 widzów w CenturyLink Center w Omaha, rodzinnym mieście mistrza, a wśród nich multimilioner  Warren Buffett, który odwiedził go w szatni przed walką, znów przeżyło piękne chwile. 28-letni Crawford raz jeszcze pokazał, że jest pięściarzem nietuzinkowym. Pochodzący z Haiti, pięć lat starszy, Dierry Jean nie miał wiele do powiedzenia. Wystarczyło, że w pierwszym starciu mistrz zmienił pozycję na odwrotną i chwilę później kandydat na mistrza leżał na deskach. Na kolejny knockdown wierni kibice Crawforda musieli czekać do 9 rundy. Tym razem kombinacja była dłuższa, ale znów gong wyratował Jeana z opresji. W dziesiątym starciu było po wszystkim, choć odnoszę wrażenie, że rutynowany sędzia Tony Weeks nieco się pośpieszył, przerywając walkę. Zdominowany przez Crawforda, Dierry Jean mógł jeszcze walczyć, choć wydaje mi się, że nie dotrwałby do końcowego gongu.

Crawford ciągle zadziwia. Efektowny nokaut!


Inna sprawa, że urzędujący czempion mógł być w tym pojedynku nieco bardziej aktywny. Ożywiał się wtedy, gdy Jean stawiał mu opór i kilka razy trafił go prawym na górę. Statystyki jednak nie kłamią, nie zamazują obrazu tej walki, która była jednostronna. Crawford zadał 533 ciosy z których 169 doszło celu (32 procent). Dierry Jean odpowiedział 340 uderzeniami (51 celnych) co dało zaledwie 15 procent skuteczności.


Chwalił się, że bije mocno, ale wcale mocno nie bił – powie później Crawford. Z kolei Dierry Jean, który był sparingpartnerem Manny’ego Pacquiao przed jego walką z Floydem Mayweatherem Jr, uważa, że Filipińczyk jest nie tylko szybszy od Crawforda, ale też ma w pięściach więcej dynamitu.


Myślę, że te słowa mają związek z pojawiającymi się informacjami na temat ewentualnej walki Crawforda z Pacquiao. Filipińczyk ponoć chce się poświęcić polityce, ale na zakończenie wspaniałej kariery chciałby stoczyć jeszcze jeden pojedynek w systemie pay per view. A ponieważ jego promotorem jest Bob Arum, który prowadzi też Crawforda, wnioski nasuwają się same.


Pytanie tylko, czy bokser z Omaha nie zaniży sprzedaży pay per view. Jest świetnym pięściarzem, ale daleko mu jeszcze do rozpoznawalności największych gwiazd tej dyscypliny. Jeśli więc przyjdzie wybierać pomiędzy nim a Timothy Bradleyem czy Amirem Khanem, to mogą pojawić się wątpliwości. Najpierw jednak, 7 listopada, Bradley musi pokonać Brandona Riosa i dopiero wtedy zaczną się dyskusje.


Arum chciałby na walce z Pacquiao wypromować Crawforda, bo wie, że to może być kolejna kura znosząca złote jajka, ale Filipińczyk, co zrozumiałe, będzie chciał w ostatnim pojedynku dobrze zarobić, więc nie można wykluczyć, że zdecyduje się na inną opcję. Nie ulega jednak wątpliwości, że gdyby jednak doszło do starcia Crawford-Pacquiao z pewnością byłoby co oglądać. – Jestem na to gotowy – zapewnia  mistrz z Omaha. – Bob, zróbmy to ! – namawia Aruma. A ten na pewno zrobi to, co mu się bardziej opłaca.