Im bardziej Mourinho przekonuje, że nie ma szans na jego zwolnienie, tym bardziej nasilają się plotki na temat jego pożegnania z Chelsea. I trzeba przyznać, że Portugalczyk robi wszystko, by takie informacje w końcu znalazły potwierdzenie. Lista błędów wydaje się nie mieć końca, choć oczywiście zwalenie całej winy na trenera byłoby przesadą. Nie da się ukryć, że kilka rzeczy mógł zrobić inaczej.

Ranieri dotrzymał słowa! Pizza za czyste konto

Od lat Chelsea słynęła z żelaznej defensywy. Bardzo rzadko traciła bramki, dobrze ustawiała się przy stałych fragmentach, praktycznie nie dopuszczając rywali. Teraz wszystko wywróciło się do góry nogami. "The Blues" mają jedną z najgorszych defensyw w lidze, każdy atak przeciwników zwiastuje coś groźnego, a po Mourinho nie widać, by miał pomysł, jak rozwiązać tę sytuację.

Od początku sezonu na prawej obronie grał Branislav Ivanovic. Zawodnik ceniony i przez trenera, i przez piłkarzy, i przez kibiców. Nigdy nie było o nim głośno przez skandale, gdyż zapracował na dobrą opinię ciężką pracą i równą formą. Mourinho ufał mu tak bardzo, że uczynił go wicekapitanem drużyny. Ten sezon układa się jednak dla Serba fatalnie. Jest wolny, fatalnie się ustawia i jest z łatwością "objeżdżany" przez skrzydłowych rywali.

Nie chodzi jednak o litanię błędów Mourinho, bo na to przyjdzie jeszcze czas - może nawet szybciej, niż się wydaje. To najgorszy okres w erze Romana Abramowicza, stąd też rosyjski oligarcha, który 24 października skończył 49 lat, chce jak najszybszej poprawy sytuacji. Miał więc postawić ultimatum: jeśli Chelsea przegra w sobotę z Liverpoolem, to Mourinho straci pracę. Wtorkowy mecz ze Stoke City w ramach Capital One Cup także jest ważny, ale nie powinien mieć takiego znaczenia jak hit za kilka dni.

Atmosfera w klubie nie jest najlepsza, co natychmiast zostaje wykorzystane przeciwko Mourinho. Portugalczykowi wypomina się złe potraktowanie klubowej pani doktor - Evy Carneiro. Teraz, choć on sam ciągle zaprzecza, miał też stracić poparcie szatni. "Skończony" - tytułuje wtorkowe wydanie sportu "Mirror". Piłkarze mają dosyć jego zachowania. W meczu z West Hamem nie wytrzymał i został odesłany na trybuny, a już po jego zakończeniu nie pojawił się na obowiązkowej konferencji prasowej, za co również zostnaie ukarany.



Największy problem dotyczy jednak odszkodowania. Gdyby nie ono, prawdopodobnie Portugalczyk już by w Londynie nie pracował. Na początku tego sezonu podpisał bowiem nowy kontrakt, który zapewnił mu zarobki oscylujące w granicach 7,5 miliona funtów rocznie. Oznacza to, że za zerwanie umowy będzie musiał otrzymać 30 milionów funtów! Suma gigantyczna nawet jak dla Abramowicza, który ma doświadczenie w wypłacaniu takich sum Andre Villasowi-Boasowi czy też Roberto di Matteo.

Abramowicz ewentualnego następce Mourinho już ma. Ten trener także pracował już kiedyś w Chelsea, nawet zdobył z nią historyczny dublet. Mowa oczywiście o pozostającym bez pracy Carlo Ancelottim, który pracował w Londynie w latach 2009-2011. Włoch miałby być jednak tylko opcją tymczasową do czasu, aż przechwycony zostanie Pep Guardiola, o którym Abramowicz marzy już od kilku lat. Nadchodzące dni z pewnością będą bardzo intensywne i interesujące.