Przed tym tygodniem dużo mówiło się o ewentualnym zwolnieniu Jose Mourinho. Roman Abramowicz miał przedstawić swoje warunki, tak więc, jeśli Chelsea odpadłaby z Pucharu Ligi, a także przegrałaby z Liverpoolem, to Portugalczyk pożegnałby się ze swoim ukochanym klubem. I choć sam cały czas zapewniał, że nie boi się o posadę, to jednak gra drużyny nie sprawiała, by mógł spać spokojnie.

Arsenal trzy tygodnie bez Walcotta i Oxlade'a Chamberlaina

W Pucharze Ligi się nie udało, gdyż po rzutach karnych lepsze okazało się Stoke, tak więc kluczowy był mecz z Liverpoolem. Zaczęło się znakomicie, bo po dośrodkowaniu Cesara Azpilicuety piękną główką popisał się Ramires, który niedawno przedłużył kontrakt z klubem. Później Chelsea grała nieźle przez maksymalnie pięć minut, bo później wszystko się skończyło. Liverpool nie grał porywająco, po prostu grał poprawnie, lecz na takiego przeciwnika to w zupełności wystarczyło.

Chelsea grała schematycznie, wolno, więc musiała zostać skarcona. Przed przerwą obronę ośmieszył Coutinho, by w drugiej częście zrobić to po raz drugi. Trzecią bramkę dorzucił rezerwowy Christian Benteke, a niemoc "The Blues" trwała. Skończyło się 1:3, Liverpool wygrał na Stamford Bridge po raz pierwszy od 2011 roku.
Nie mam nic do powiedzenia. Przepraszam, nie mam nic do powiedzenia - powiedział po meczu Jose Mourinho.

Chelsea - Liverpool 1:3 (1:1)

Bramki: Ramires 4 - Coutinho 45+3, 74, Benteke 83. Żółte kartki: Mikel - Coutinho, Lucas, Can, Benteke.

Chelsea: Begovic - Zouma, Cahill, Terry, Azpilicueta (70 Falcao) - Ramires, Mikel (70 Fabregas) - Willian, Oscar, Hazard (59 Kenedy) - Diego Costa.

Liverpool: Mignolet - Clyne, Skrtel, Sakho, Moreno - Milner (64 Benteke), Lucas, Can - Lallana (90+1 Lovren), Coutinho - Firmino (76 Ibe).