Duncan został wybrany przez Spurs z pierwszym numerem w drafcie w 1997 roku. Klubowi z Teksasu cały czas jest wierny. 39-letniego zawodnika omijały poważniejsze kontuzje, dzięki czemu w sezonach zasadniczych rozegrał już 1335 spotkań (954-381). Dotychczasowym rekordzistą był John Stockton, który w latach 1984-2003 w barwach Utah Jazz osiągnął bilans 953-551. W Nowym Jorku "Ostrogi" nie miały większego problemu z odniesieniem zwycięstwa. Duncan uzyskał 16 punktów oraz 10 zbiórek i wciąż przyzwyczaja się do nowej roli w klubie, w którym latem pojawił się LaMarcus Aldridge (19 pkt), a 15 lat młodszy Kawhi Leonard (18 pkt, 14 zbiórek i cztery bloki) systematycznie robi postępy. "Wciąż jeszcze nie wiem, czego dokładnie drużyna najbardziej teraz ode mnie oczekuje".

 

NBA: Kobe Bryant sfrustrowany swoją formą

 

W podobnej sytuacji jest inny weteran Tony Parker. Francuski rozgrywający zdobył w poniedziałek 16 pkt. "Myślę, że w ofensywie będziemy z Timem czasem odgrywać mniejszą rolę. To, co się nie zmieni, to robienie różnych drobnych rzeczy, jak odpowiednie zachowanie w obronie. Ja wciąż będę rozgrywał, a Tim walczył o zbiórki, czy blokował" - powiedział Parker. Cleveland Cavaliers pokonali na wyjeździe zespół Philadelphia 76ers 107:100, a gwiazdor gości LeBron James został najmłodszym koszykarzem, który osiągnął 25 000 punktów. Dokonał tego mając 30 lat i 307 dni. Do tej pory rekordzistą był Kobe Bryant - 31 lat i 351 dni. James tego dnia uzyskał 22 "oczka", a kluczowe punkty zdobył efektownym wsadem w czwartej kwarcie. Publiczność zgotowała mu owację na stojąco. "Tylko 19 zawodników przede mną zdobyło ponad 25 tysięcy punktów. Znalazłem się więc w elitarnym towarzystwie. Reakcja publiczności była bardzo przyjemna. To kibice rywala, a jednak z szacunku dla gry potrafili docenić, co zrobiłem" - powiedział James.

 

"Król James" by osiągnąć ten pułap potrzebował 915 meczów. Mniejsza liczba wystarczyła tylko trzem koszykarzom: Wiltowi Chamberlainowi (691), Michaelowi Jordanowi (782) i Kareemowi Abdulowi-Jabbarowi (889). Tempa nie zwalniają Golden State Warriors. Obrońcy tytułu we własnej hali nie dali żadnych szans Memphis Grizzlies, wygrywając 119:69. 50-punktowa porażka Grizzlies jest największą w historii klubu. Goście trafili tylko 26 z 96 rzutów z gry (27,1 proc.). Siłą napędową "Wojowników" znów był Stephen Curry. Najbardziej wartościowy zawodnik (MVP) poprzedniego sezonu w 28 minut zdobył 30 pkt. W ostatniej kwarcie nawet nie wyszedł na parkiet.

 

W poniedziałek przebudził się James Harden. Zawodnik Houston Rockets, po trzech bardzo słabych meczach, w starciu we własnej hali z Oklahoma City Thunder zdobył 37 punktów, a jego zespół wygrał 110:105. "Po tym, jak trafiłem dwa pierwsze rzuty, wiedziałem, że dziś wreszcie coś pokażę" - powiedział Harden, którego skuteczność we wcześniejszych meczach wynosiła tylko 22,2 proc.

 

Długo jednak nie zanosiło się na zwycięstwo "Rakiet". Do przerwy gospodarze przegrywali 11 punktami. Inicjatywę przejęli dopiero w trzeciej części gry. "Po słabym starcie rozgrywek byli zdesperowani, a my po przerwie pozwoliliśmy im się odrodzić" - ocenił Russell Westbrook, który dla Thunder zdobył 25 pkt, miał też 11 asyst. Kevin Durant dołożył 29 pkt.