Polak na początku starcia dobrze się prezentował. Do samego końca nie zdecydował się na ostrzejszy atak, czego nie można powiedzieć o Powietkinie. W dwunastej rundzie  rozcięcie na prawym policzku Polaka było już tak mocno rozcięte, że sędzia po konsultacji z lekarzem postanowił przerwać pojedynek.


Walka Włodarczyk - Szumenow już oficjalnie

– Była to ostrożna walka, w której skuteczniej boksował Powietkin. Gdyby Mariusz dołożył prawą rękę, to by zmusił Rosjanina do odkrycia się. Szkoda, że tego nie wykorzystał, to było jednak wyjście na zupełnie inną sportową półkę. Zaczął jednak bardzo dobrze – stwierdził po walce Janusz Pindera.  


Eksperci w studiu Polsatu Sport stwierdzili zgodnie, że zawiniła dłuższa przerwa w toczeniu pojedynków na najwyższym poziomie. „Wiking” ostatni ciężki bój toczył prawie trzy lata temu, kiedy to przegrał na punkty z Władimirem Kliczko.


To tak jak piłkarz, który dwa lata nie grał wcale, później miał trzy mecze w trzeciej lidze i nagle wychodzi w ekstraklasie na mecz o mistrzostwo. I chyba tu leży problem, bo problem był mentalny, a nie w kategoriach umiejętności. On jednak niczego nie stracił z powodu tej porażki. Mariusz Wach jest bliski powrotu do pozycji, w jakiej znajdował się przed starciem z Władimirem Kliczką. Co ważne jest teraz wolny od polityki. Jeśli ktoś może być dziś rozczarowany, to tylko Rosjanie  – dodał dyrektor ds. sportu telewizji Polsat Marian Kmita.


Z tymi słowami zgadza się Albert Sosnowski, który jednocześnie stwierdził, że Polak mógł mieć po prostu gorszy dzień.


– Słaby dzień Mariusza. Mało agresywnie wyszedł do tej walki i bez wiary w zwycięstwo. Natomiast pokazał, że jest bardzo odporny na ciosy. Jednak używanie tylko lewej ręki to zamało, aby pokonać takiego mistrza. Momentami schodziło z niego powietrze. Tak jakby obawiał się, że jak zaryzykuje, to przegra przed czasem. Chciał pokazać, że jest odporny i dotrzymać do końca, ale to się nie opłacało. Stać go było na więcej – ocenił były mistrz Europy.


Wszyscy goście stwierdzili zgodnie, że Wach nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, a porażka niczego w jego karierze nie zmienia.


To jest pięściarz, który jeszcze spokojnie dwa lata może poboksować na bardzo wysokim poziomie. Ta walka pokazała jednak w jakim kierunku powinna rozwijać się dalej kariera Mariusza Wacha. On nie może tracić tych swoich naturalnych atutów – podsumował Janusz Pindera.