Mateusz Borek: Taki jest ten sport. Często bywa trudny i bolesny. Jesteś potwornie zmęczony po walce z Saszą Powietkinem.

 

Mariusz Wach: Ciężko jest znaleźć słowa po takiej walce. Nie ukrywam, że jestem bardzo zdenerwowany!

 

Porażka Wacha. Co zawiodło? Ocenili eksperci Polsatu Sport

 

Pierwsza runda w twoim wykonaniu biorąc pod uwagę jak wyobrażaliśmy sobie ten pojedynek była wręcz perfekcyjna. Aktywa lewa ręka, trafiłeś też kilka razy prawą. Co się stało, że już od drugiej rundy to się skończyło?

 

Bardzo odczułem jeden z ciosów na korpus. Ciosy Powietkina naprawdę dużo ważą. Zablokowała mi się prawa ręka i chyba to zadecydowało. Chciałbym przeprosić kibiców za to, że zawiodłem ich oczekiwania, jak i również swoje.

 

Nie musisz za nic przepraszać, bo to jest sport. Zostawiłeś serce i mnóstwo zdrowia w ringu. Natomiast jeśli chodzi o walkę, to trudno jest myśleć o wygranej jeżeli najzwyczajniej w świecie brakuje ciosów. Twój plan na ten pojedynek w pewnym momencie się rozsypał.

 

Zgadza się, tak jak powiedziałem wcześniej prawa ręka była praktycznie wyłączona. Jak się nie boksuje obiema rękami, to nie ma co liczyć na wygraną.

 

Powietkin zaskoczył szybkością? Był bardziej dynamiczny niż się spodziewałeś?

 

Nadzwyczajnie szybki nie był, ale był niezwykle silny. Do tego jego olbrzymia pewność siebie bardzo mu pomogła. Czułem, że moja lewa ręka jest szybsza od jego, ale gdy brakuje prawej nie ma się czego szukać w starciu z Rosjaninem.

 

Liczyłem na zew krwi, bo gdy rozciąłeś mu łuk brwiowy to aż się prosiło, żeby delikatnie zmienić styl walki.

 

Żałuję, że nie poszedłem za ciosem. Była szansa, żeby przycisnąć Powietkina, ale czegoś zabrakło. Może doświadczenia, może jaj? Nie wiem…

 

Całą rozmowę Mateusza Borka z Mariuszem Wachem zobacz w materiale wideo.