Adrian Janiuk: Korona pechowo przegrała ostatni mecz z beniaminkiem z Niecieczy przed własną publicznością, ale mimo porażki 0:1, Pana drużyna obok Wisły Kraków ma najszczelniejszą obronę spośród wszystkich drużyn w Ekstraklasie. W 14 meczach kielczanie stracili 12 goli. Fakt ten robi wrażenie.

 

Maciej Wilusz: Jest to na pewno powód do satysfakcji. Za taki korzystny bilans należą się duże słowa uznania dla całej naszej ekipy, ale po ostatnim meczu pozostał duży niedosyt. Spotkanie z Termalicą potoczyło się dla nas pechowo. Straciliśmy bramkę w przypadkowy sposób, a do tego nie potrafiliśmy odrobić strat.

 

Linetty dla Polsatsport.pl: Zrobię wszystko, aby trafić do Premier League

 

O ile za grę w defensywie trzeba chwalić Pana drużynę, to za poczynania w ofensywie wręcz przeciwnie. Korona mimo, że zajmuje miejsce w górnej części tabeli jest drużyną, która zdobyła najmniej bramek w Ekstraklasie, bo zaledwie 11 razy pokonaliście bramkarzy rywali.

 

Zdajemy sobie sprawę, że musimy poprawić ten element gry, jednak nikt w Koronie nie panikuje z tego powodu. W końcu zła passa strzelecka kiedyś się skończy. Liczymy, że nastąpi to szybko, bo stwarzamy sobie okazje pod bramką rywali.

 

Piłkarze i sztab szkoleniowy Korony Kielce wychodzą z założenia, że trzeba przede wszystkim zabezpieczyć tyły, a w ataku od czasu do czasu coś się wykreuje?

 

Nie, tak nie jest. Od kilku meczów stwarzamy sobie po kilka klarownych szans na strzelenie gola. Pracujemy nad wykończeniem, ale czasami najzwyczajniej brakuje nam zimnej krwi pod bramką przeciwników. Musimy szukać w tym przypadku pozytywów, a te niewątpliwie są w postaci wykreowanych sytuacji. Wierzę, że gdy dołożymy do tego skuteczność nasz dorobek bramkowy się poprawi. Mam również nadzieję, że czasami pod bramką rywali uśmiechnie się do nas szczęście.

 

Odkąd dołączył Pan do zespołu Marcina Brosza aż pięciokrotnie Korona zachowała czyste konto w ostatnich siedmiu meczach. Ewidentnie odżył Pan w Kielcach.

 

Cieszę się przede wszystkim, że znowu zacząłem regularnie grać. Nie chciałem stracić kolejnego sezonu. Zdecydowałem się opuścić Lecha Poznań i pójść na wypożyczenie do zespołu, w którym będę grał. Nie oznacza to, że miejsce w zespole trenera Brosza dostałem od razu, bo na pewno tak nie jest. Nikt miejsca w składzie nie dał mi za darmo i nie było żadnych zapewnień ze strony sztabu szkoleniowego odnośnie tego, że będę grał. Można powiedzieć, że rywalizacja na treningach jest zażarta, ale taka jest przecież kolej rzeczy.

 

W drużynie Lecha Poznań był Pan żelaznym rezerwowym, natomiast w nowym zespole gra Pan wszystkie mecze od A do Z. Do tego Korona traci mało goli, więc może to dowód na to, że w Poznaniu się pomylili, co do Pana?

 

Wydaje mi się, że to nie ja powinienem odpowiedzieć na to pytanie. Będąc w Lechu pracowałem równie ciężko jak teraz, tutaj w Koronie. Niemniej na tamten moment, wypożyczenie było najlepszym rozwiązaniem. Bardzo ubolewałem nad tym, że nie dostałem zbyt wielu szans. Jednak nie rozmyślam nad tym, bo to już jest za mną. Chcę grać jak najlepiej w każdym kolejnym meczu. Zrobię wszystko, żeby dawać nowemu zespołowi jak najwięcej.

 

Śląsk Wrocław złożył Panu propozycję gry czy nie było sygnału ze strony klubu, którego jest Pan wychowankiem?

 

W przeciągu ostatnich lat pojawiały się sygnały o zainteresowaniu Śląska Wrocław moją osobą, ale zawsze brakowało konkretów. Tym razem również w pewniej chwili przewinął się temat Śląsk, ale również zabrakło konkretnej decyzji. Praktycznie za każdym razem, gdy zmieniałem przynależność klubową to był gdzieś temat mojego powrotu do Wrocławia, lecz na tym się kończyło. Podobnie było w sytuacji kiedy przechodziłem do Lecha Poznań. Władze Kolejorza były zdecydowane na sto procent, a ja także chciałem trafić do stolicy Wielkopolski. Co do Śląska to nie ukrywam, że jest to klub, który darzę szacunkiem. Pochodzę z Wrocławia i tam zaczynałem przygodę z piłką, więc to normalne.

 

Selekcjoner Adam Nawałka dzwonił do Pana po tym jak został Pan wypożyczony do Korony Kielce?

 

Sztab szkoleniowy selekcjonera Nawałki utrzymuje kontakt z zawodnikami, których wcześniej powoływali. Jest to duża zaleta, bo widać, że wykonują bardzo szczegółową pracę. Nie było to na zasadzie sygnału, że po przejściu do Korony zaczną mnie znowu obserwować. Robią to przez cały czas, chociaż teraz mają do tego więcej możliwości, bo zacząłem regularnie występować.

 

Trener GKS-u Bełchatów Rafał Ulatowski nie namawiał Pana do powrotu na stare śmieci? Pan w ogóle brał pod uwagę grę w I lidze?

 

Prawdę mówiąc nie myślałem o grze na zapleczu Ekstraklasy. Gra w I lidze nie należy do łatwych i jest to na pewno dobra szkoła dla każdego piłkarza, jednak ja już mam ten etap gry za sobą. Doskonale pamiętam, ile zdrowia kosztowało nas wywalczenie awansu do Ekstraklasy, gdy grałem jeszcze w Bełchatowie.

 

Jako piłkarz dojrzewał Pan w Holandii, w której spędził Pan pół dekady reprezentując barwy SC Heerenveen i Sparty Rotterdam. Myśli Pan jeszcze o wyjeździe zagranicznym?

 

Póki co skupiam się na tym, aby odbudować się w polskiej lidze. Nie wybiegam daleko w przyszłość, ale nigdy nie bałem się zagranicznych wyjazdów. Jako młody chłopak wyjechałem do Holandii i w niedalekiej przyszłości, gdyby pojawiła się opcja gry za granicą, to na pewno poważnie bym ją rozważył. Zawsze miałem duże ambicje i chciałem spróbować swoich sił w zagranicznych ligach.

 

Świetnym przykładem jest Pana dobry kolega Błażej Augustyn, który zaszokował wszystkich wracają do Polski. Można powiedzieć, że zrobił krok w tył, aby potem zrobić dwa do przodu.

 

Uważam, że Błażej obrał odpowiednią drogę. Widać to po jego grze w lidze szkockiej. Gdy tylko z jego zdrowiem wszystko jest w porządku to regularnie występuje i jest mocnym punktem Heart of Midlothian. Jeżeli chodzi o mnie to sądzę, że dla mnie również nie jest za późno. Wiek póki co nie jest żadną przeszkodą, żebym mógł występować w zagranicznej lidze. Moim celem i być może przepustką do tego, aby jeszcze kiedyś zagrać na zachodzie jest to, żebym prezentował wysoki poziom na naszym podwórku.

 

W najbliższej kolejce Korona będzie mierzyła się w Zabrzu z Górnikiem. Dla Pana będzie to dobra okazja, żeby spotkać się ze starym znajomym jeszcze za czasów, gdy mieszkał Pan w Rotterdamie. Zdążył już Pan porozmawiać z Michałem Janotą przed niedzielnym meczem?

 

Z Michałem jesteśmy w stałym kontakcie, ale póki co nie rozmawialiśmy o zbliżającym się meczu. Prawdą jest, że znamy się już sporo lat - od wspólnego pobytu w Rotterdamie. Po powrocie do Polski kontakt pozostał i tak jest do dzisiaj. Trzeba jednak pamiętać, że na boisku zagramy przeciwko sobie i tam już sentymentów na pewno nie będzie.