W tym momencie żaden telefon nie spoczywał już w kieszeni. Ludzie nagrywali, robili zdjęcia - ogromna ekscytacja. Kolumbijczykowi jednak zupełnie to nie przeszkadzało. Wcale się nie odganiał, wręcz przeciwnie - z jego twarzy nie schodził uśmiech. Po opuszczeniu autobusu, pozował nawet do zdjęć. Nie za długo co prawda, bo w końcu nie przyleciał do Chile na wakacje - 13 listopada jego Kolumbia będzie walczyć z miejscowymi o udział w Mundialu 2018. Wzywały obowiązki. 

 


W każdym razie - bardzo pozytywna sytuacja. James udowodnił, że jest prawdziwą gwiazdą, a nie tylko ją udaje.