To niesamowicie spokojny człowiek, przynajmniej takie sprawia pozory. Nigdy nie podnosi głosu, zawsze mówi cicho, długo się namyśla. Może taki ma charakter, może też nauczył się tego, bo przez lata był zawsze tym najmłodszym.

Tak mu się potoczyła kariera, że zawsze musiał sobie radzić ze starszymi, silniejszymi, bardziej doświadczonymi. Nawet w trampkarzach był młodszy od kolegów, bo w Piaście Błaszki, w którym zaczynał, nie istniała jego kategoria wiekowa. W Widzewie był też najmłodszy, w ekstraklasie zadebiutował, mając 16 lat i 199 dni.

I potem wyjechał do Norymbergi, klubu 1. Bundesligi, mając 18 lat. Starsi od niego sobie nie radzili na zachodzie, bo nie byli przygotowani do reżimu treningowego, bo nie znali języka, bo nie wytrzymywali tempa. Do pierwszej drużyny się nie przebił, ale wrócił do Polski wystarczająco wcześnie, żeby uratować swoją karierę.

Rzucanie się na głęboką wodę, to były zawsze moje wybory. To, że kiedyś tak robiłem powoduje, że dzisiaj łatwiej mi odnaleźć się w reprezentacji. Większym przeżyciem dla mnie było wejście do Norymbergi, bo byłem wtedy kilka lat młodszy, mniej doświadczony, mniej widziałem w życiu. Ale jeśli chodzi o skalę, to wejście do reprezentacji jest dużo większym osiągnięciem - mówi Polsatsport.pl.

 

Wydawało się przez moment, że szykuje się kolejny zmarnowany talent w polskim futbolu. Bo taki schemat powtarzał się aż za często: najpierw jeden, świetny sezon w ekstraklasie (wypełniony pochwałami w mediach), a potem szybki wyjazd za granicę, żeby rozmienić talent na drobne, a w najlepszym przypadku skutecznie spowolnić sobie karierę. Przykłady? O takie aż za łatwo: Dawid Janczyk, Bartosz Salamon, Radosław Matusiak, ostatnio Bartłomiej Pawłowski, który próbuje odbudować swoją karierę już w kolejnym klubie z rzędu.

 

Stępiński wyjazdu do Norymbergi nie żałuje, wzmocnił się fizycznie i na pewno psychicznie. A jeszcze latem 2013 roku było źle i wydawało się, że może być tylko gorzej. Na zgrupowanie młodzieżowej reprezentacji przyjechał totalnie bez formy, podłamany, wolny, mało zwrotny. Przegrywał pojedynki z obrońcami. Grał po prostu źle.

 

Nawet jednak tamto doświadczenie mogło mu wyjść na zdrowie. Nie boi się wyzwań, nie przestraszy się reprezentacji. Sam przyznaje, że na pierwsze zgrupowanie przyjeżdżał z nadspodziewanie małą adrenaliną. Czy dla kogoś takiego jak napastnik Ruchu może się znaleźć miejsce w reprezentacji? Przecież ma ledwie 20 lat i do kadry próbuje się dostać niemal w ostatniej chwili. On naprawdę wierzy w to, że może się do kadry na Euro 2016 dostać. To jest jego siła.

 

Bardzo młody wiek może być jego atutem, bo to piłkarz który ciągle może się rozwijać i czasami kogoś takiego warto zabrać na turniej, żeby zdobywał doświadczenie. A jeśli jeszcze mógłby coś wnieść do gry, to tym lepiej? Co może wnieść Stępiński? Jakie są jego atuty? Na pewno szybkość i siła. W meczu z Jagiellonią, mając na plecach silnego Igora Tarasovsa przyjął sobie spokojnie piłkę, obrócił się i strzelił w długi róg. Nie traci też zimnej krwi: ze Śląskiem uderzył piłkę z narożnika pola karnego tak, że kibice mogli tylko klaskać, a bramkarz Mariusz Pawełek tylko się denerwować, bo nie miał szans sięgnąć piłki.

 

Czy go to zmieni? Czy może mu grozić nagły atak wody sodowej? Takie niebezpieczeństwo zawsze istnieje, ale dzięki temu, co już przeżył w trakcie kariery, można mieć nadzieję, że Stępiński będzie na to bardziej odporny. A już na pewno nie pozwolą mu na bujanie w obłokach w Chorzowie, gdzie ceni się ciężką pracę. Tam takie numery nie przejdą. Stępiński wróci na stadion przy Cichej jako reprezentant Polski i dalej będzie nosił piłki na treningi.

 

Rozmowa z Mariuszem Stępińskim w załączonym materiale wideo.