Od dekady polscy piłkarze ręczni należą do ścisłej światowej czołówki. W drodze po trzy medale mistrzostw świata Biało-czerwoni zdążyli pokonać wszystkie handballowe potęgi. Wszystkie z wyjątkiem Francji.

Metody na Trójkolorowych nie znaleźliśmy nawet podczas pamiętnych mistrzostw świata w Niemczech. Dostaliśmy wtedy straszne lanie, które - paradoksalnie - pomogło Polakom zrozumieć, jakich błędów unikać w drodze po medal. Do tamtej imprezy, po której w Orłach Wenty zakochała się cała Polska, wrócił niedawno we wspomnieniach Sławomir Szmal.

- Wtedy, podczas tego turnieju, uwierzyliśmy, że jesteśmy drużyną, która może wygrać ze wszystkimi na świecie. No może z wyjątkiem "galaktycznej" Francji - mówił Szmal na łamach jubileuszowego, setnego numeru magazynu Handball Polska.

I rzeczywiście, nigdy nam się na wielkiej imprezie wygrać z Francją nie udało. Najbliżej byliśmy w Pekinie, gdzie spotkanie fazy grupowej zakończyło się remisem. Tylko co z tego, skoro wkrótce potem Poalcy przegrali ćwierćfinał z Islandią, a Francuzi pewnym krokiem pomaszerowali po olimpijskie złoto.



Dość niespodziewanie całkiem blisko zwycięstwa byli Polacy również podczas ostatniego, jak na razie, starcia z Francuzami. Podopieczni Claude'a Onesty byli zdecydowanym faworytem meczu fazy grupowej mistrzostw Europy w Danii. Tymczasem Polacy, dowodzeni przez świetnie dysponowanych tego dnia leworęcznych Krzysztofa Lijewskiego i Jakuba Łucaka, byli o krok od sprawienia niespodzianki. Zabrakło niewiele, przegraliśmy jednym trafieniem. Ale przegraliśmy...

Czy Polakom uda się w końcu pokonać galaktyczną Francję? Najbliższa okazja 19 stycznia w Krakowie. Lepszej długo możemy nie mieć...