facebook twitter youtube instagram RSS

Filip 'NEO' Kubski: Jeszcze do końca nie zwariowałem!

Osobiście nie lubię wywiadów, czy też mediów - jak kto woli. Tyle lat radzimy sobie bez telewizji itp, że nie odczuwam potrzeby pojawiania się gdziekolwiek[...]. Nie muszę tańczyć na lodzie czy śpiewać i to lubię. [...] Co by nie było, nadal jestem nerdem, więc moim naturalnym środowiskiem jest Counter-Strike, komp i moja jaskinia - zapraszamy na wywiad z Filipem 'NEO' Kubskim, zawodnikiem Virtus.pro i jednym z najlepszych graczy Counter-Strike: Global Offensive na świecie.

W.Podgórski: Jakie to uczucie być w Polsce i na całym świecie, niezmiennie od lat, uważanym za żywą legendę? Twój pseudonim działa jak wabik.

 

Filip "NEO" Kubski: Jak to powiedział ostatnio kolega z zespołu po finale w którym zdominował naszego przeciwnika - it's ok. Żyje tym co jest teraz, a że na chwilę obecną nie jestem zadowolony z indywidualnej formy to rewelacji nie ma. Z zespołem zdarzy się wygrać i to jest fajne. Jak minie ten cały pościg może inaczej na to wszystko spojrzę, ale w chwili obecnej cały czas trwa walka. W tym roku zagraliśmy około dwudziestu turniejów, a przyszły ma być równie intensywny. Harmonogram jest okropnie napięty, a tempo tak szybkie, że ciężko znaleźć czas na refleksje, bo zaraz dzieje się coś nowego.


Na pewno pamiętasz artykuł opublikowany przez 'Głos Wielkopolski' z 2012 roku, w którym porównano Ciebie do Adama Małysza. Jako Poznaniak musiałeś poczuć się wyróżniony? Miałeś kiedykolwiek okazję ku temu, by poznać wielkiego Mistrza skoków narciarskich?


Wyróżniony ze względu na bycie Poznaniakiem?


Mam na myśli to, że nie byłeś wówczas jeszcze popularny na taką skalę jak obecnie, a 'Głos Wielkopolski' to chyba największy ukazujący się dziennik w regionie, z którego pochodzisz, a już na pewno z największymi tradycjami. Stąd pytanie o Twoje odczucia.


Miło jest słyszeć coś takiego, ale Adam skakał solo, a ja gram w zespole. Niestety nigdy nie miałem okazji go poznać.


Rozmawiałem o Tobie z pewną czołową postacią światowej sceny Counter-Strike. A oto jego słowa: "Neo is the player everyone looks up too. Talented in every aspect of the game, humble and writing CS history since 10 years. Definitely one of the legend of the game, and an amazing personality to know. Forever grateful to be able to compete against such a good player!". Odgadniesz, kto to taki?

 

Ktoś z EnVyUs? Nie mam pojęcia...


Bingo! To był Nathan 'NBK' Schmitt.


Miło!


Kiedy według Ciebie nastało w naszym kraju apogeum popularności Twojej i chłopaków z zespołu?


Wydaje mi się, że to apogeum właśnie trwa. W dużej mierze dzięki tak ogromnemu rozwojowi gier komputerowych, samego Counter-Strike'a, a i pewnie duża zasługa w tym Jarka, który swoim streamem i swoją osobą zaburzył system i podbił internet.


Zgodzisz się ze stwierdzeniem, że ogromny wpływ na to wywarł Wasz triumf w 2014 roku podczas Finałów IEM w Katowickim Spodku? Zainteresowanie mediów e-sportem wyraźnie wzrosło...


W przypadku zjawisk typu esport polskie media interesują się przy okazji głośniejszych wydarzeń. Tylko i wyłącznie. Przecież jeszcze do niedawna gracze traktowani byli raczej jako ciekawostka, której bliżej do przyszłych psychopatów/morderców (niepotrzebne skreślić), niż sportowców. Moda jednak bywa zmienna i gry, czy też sami gracze stają się coraz bardziej popularni. Teraz każdy jest graczem. A jeżeli nie, to ogląda na streamie jak ktoś inny gra. Nie wspominając już o lawinie coraz to nowych streamerów bądź youtuberów. Internet wchłania powoli telewizornię. Ale fakt faktem Katowice były czymś nowym, niesamowitym, odsłaniającym polskim mediom klapki. Chociaż trochę. A na domiar wszystkiego udało nam się je wygrać. Bajka.


Gdy przyjrzymy się metryce czołowych zawodników globu, to Filip 'Neo' Kubski znajduje się niemal na szczycie zestawienia 'najstarszych' uprawiających profesję gracza ... Miewasz choć czasem takie refleksje?


Taka kolej rzeczy. Wiek jedynie odczuwam pod kątem odpowiedzialności. Ciężej mi podejmować lekkomyślne i ryzykowne decyzje w grze, dzięki którym potrafiło się wygrywać mecze. Na szczęście, żeby zespół dobrze funkcjonował potrzeba każdego rodzaju zawodników, więc uda mi się jeszcze znaleźć jakieś zajęcie dla siebie. Na refleks czy aima nie mogę narzekać.


Każdy kolejny sukces, zdobyte trofeum - potęguje myśli o zmierzaniu do końca kariery, czy może wręcz odwrotnie, spycha je na plan dalszy i motywuje?


Raczej motywuje. Umacnia w przekonaniu, że nie jest jeszcze tak źle z nami.


Twoim życiem nie jest przecież tylko sport elektroniczny. Jesteś w końcu czynnym zawodnikiem sztuk walki. Jiu Jitsu to dla Ciebie bardziej forma chwilowego odpoczynku, odizolowania się od cyberprzestrzeni, czy może wiążesz z tym poważniejsze plany?


Tak jak wspomniałem, mamy strasznie intensywny okres. Niestety mate ostatnio odstawiłem. Zresztą nazwanie mnie czynnym zawodnikiem jest trochę na wyrost, wziąłem udział w jednych zawodach i to raczej z opłakanym skutkiem. Mimo tego jednak pójście na BJJ uważam za jedno z lepszych doświadczeń w życiu. Tak jak i esport ma swój trochę hermetyczny świat, tak i tam panuje osobny klimat. Zanim poszedłem na Jiu Jitsu oprawiałem sporo sportu, głównie siłownię czy bieganie. Ale tak na prawdę, żeby był progres wszystko to wymaga sporej systematyczności. W BJJ oczywiście jest podobnie, ale z każdego treningu jesteś w stanie wynieść lekcje, czegoś się nauczyć i coś zapamiętać. Zdobywasz levele. To mi się bardzo spodobało, bo wiem, że jak wrócę to nie będę zaczynał od zera, jak to miało miejsce w przypadku wcześniej wymienionych. Pomijam już dietę, której utrzymanie przy tak nieregularnym trybie życia graniczy z cudem (dodatkowo mając paru mentalnych grubasów w teamie). Niestety głównym problemem w tym sporcie dla mnie jest ryzyko związane z palcami, które są jeszcze dla mnie cenne, a w tym przypadku bardzo narażone na kontuzje. Jest to chyba główny powód dla którego trzymam lekki dystans do tego wszystkiego. Na chwilę obecną musze pamiętać, że przede wszystkim jestem graczem komputerowym..


Mimo tego jednak, mając takiego ojca i brata ciężko jest mi zwalczyć presję, którą sam sobie stworzyłem. Oczywiście tak jak wspomniałem, czasy się zmieniają i gracze stają się bardziej popularni itd., ale porównując się do tych dwóch jestem pociesznym grubaskiem grającym w gry komputerowe. Oni w swoich dyscyplinach również są 'legendami', z tym, że sportowymi. Wracając do pytania - planów nie snuje, ale nie wykluczam tego jako pasji, której będę mógł się poświęcić po zakończeniu kariery gracza. Wydaje mi się, że potrzebne są nam odskocznie od rzeczywistości, inaczej idzie zwariować.


Obok Jarka Jarząbkowskiego jesteś kolejnym e-sportowcem, który realizuje się zarówno na płaszczyźnie zmagań wirtualnych, jak i tej związanej ze sportem tradycyjnym. Można więc przypisać Ci kolejne miano - nie dość, że legenda, to jeszcze fenomen. Trudno jest łączyć jedno z drugim?


Myślę, że wielu graczy swego czasu uprawiało ten czy inny sport. Niektórzy po prostu do nich już nie wracają. Fenomen to chyba zbyt mocne słowo.


Gdy z dawnej "Złotej Piątki" odszedł Jakub Gurczyński i Mariusz Cybulski, to myśleliście nadal o tym, by kontynuować karierę? Nie było w Was zwątpienia?


Ich 'odejście' czy oddalenie jak kto woli pozwoliło nam na skompletowanie nowego, w pełni zmotywowanego składu. Graliśmy z chłopakami dobre 7-8 lat, przez co czasem zamiast grać w sama grę, prowadziliśmy rozgrywki między sobą. Ciężko było, a nie była to wina nikogo konkretnego. Tak się po prostu zmieniało. W takim zespole zawodnicy spędzają ze sobą więcej czasu niż ze swoimi rodzinami. Także po rozpadzie, razem z Wiktorem poświęciliśmy sporo energii na testowaniu różnych zawodników w Polsce, co ostatecznie zaowocowało obecnym składem. Nie obyło się i bez przypadków, ale myślę, że dokonaliśmy dobrych wyborów.


Zastanawiam się od dawna, czy w tamtym czasie mieliście pomysł, by porozmawiać o powrocie Łukasza Wnęka (LuQ - przyp. red.). Utrzymujecie jeszcze choć niewielki kontakt?


Rozmawialiśmy raz czy dwa razy. Miłości nie będzie, ale jak będę w Warszawie, to niewykluczone, że się kiedyś zobaczymy.

Jakimi kryteriami kierowaliście się przy wyborze następców Loorda i Kubena? Bo zdaje się, że zbliżonymi umiejętnościami do Snaxa i Byali'ego w tamtym czasie mogło pochwalić się jeszcze kilku zawodników. Były brane pod uwagę jakieś inne opcje?


Snax był oczywistym wyborem, zawsze wyróżniał się w swoich poprzednich drużynach. Tutaj nie było konkurencji. Biały pojawił się trochę z przypadku, trochę z polecenia Janusza, który grał z nim wcześniej. Przekonał nas jednak do siebie bardzo szybko, dobrze się z nim współpracuje, wykonuje swoje misje bez zarzutów. 'Żołnierze' wykonujący misję też są potrzebni. Przede wszystkim niewielu jest zawodników na świecie, którzy dorównują mu w umiejętnościach strzeleckich. AIM from Poland.


Przejdźmy więc może wreszcie do teraźniejszości. Da się zauważyć, że Wasze wyniki w poszczególnych rozgrywkach są na przemian różne. Triumf w Australii, potem ... DreamHack Cluj - Napoca, który raczej nie będzie przez Was zapamiętany jako turniej udany? Po Rumunii przyszedł czas na CEVO i sięgnęliście po główną nagrodę. Skąd ta sinusoida?


Nie można porównywać CEVO i Australii do DH Cluj, który był majorem. Są to inne formaty turniejów. W Rumunii były wszystkie najlepsze zespoły świata, natomiast w tych wcześniej wymienionych brakowało paru czołowych ekip. Na te dwa 'mniejsze' turnieje jechaliśmy z nastawieniem, że dramatem będzie ich nie wygrać.


Co nie zmienia chyba faktu, że spodziewaliście się lepszego występu na DreamHacku?


W Rumunii nam się po prostu nie udało. CS to gra, która wymaga solidnych komputerów, żeby chodziła płynnie. Na tym majorze poza słabymi, starymi modelami monitorów na które chyba każdy gracz narzekał były słabe komputery. Niestety, po nowych update'ach nie podołały z udźwignięciem gry i rozgrywka toczyła się na 150 fps, gdzie większość prosów przyzwyczajona jest raczej do stałych 300, czyli dwa razy płynniejszej gry. Mógłbyś pomyśleć, że szukam wymówek, ale jeżeli spojrzysz na wyniki tego turnieju, to trójka faworytów czyli fnatic, TSM oraz my, wszyscy odpadliśmy już w ćwierćfinałach. O czymś to jednak świadczy.


Mimo wszystko sinusoida jest częstym zjawiskiem na tej platformie. NaVi, które było w finale DH Cluj odpadło w grupie na CEVO. Kiedyś trzeba trenować, a my jesteśmy najczęściej partycypującym zespołem i nieczęsto jesteśmy w domu. Z kolei jak już jesteśmy, to gramy czasem nawet już następnego dnia po dwa, trzy mecze ligowe, których teraz jest masa. Nie ma kiedy doszlifować i ustabilizować formy. Taki mamy klimat.

 


Teraz nadszedł czas Intel Extreme Masters San Jose. Jak się czujecie przed tym turniejem? Głównym Waszym konkurentem wydawało się być francuskie EnVyUs, ale jak wiadomo nie stawią się w USA. Nie ma też Fnatic i NiP. To otwiera chyba przed Wami olbrzymią szansę?


Oczywiście, że brak tych zespołów oznacza większe szanse na dotarcie do finału. Nie zapominajmy jednak, że gramy bez Snaxa, który statystycznie jest naszym najmocniejszym ogniwem. MICHU również jest bardzo silnym zawodnikiem, a i miał już okazję grać z nami na dwóch turniejach (Game Show League w Rosji oraz Gfinity w Londynie), więc ma spore pojęcie o naszej grze. Nasz zespół zazwyczaj jest bardzo nieprzewidywalny. Analizatorzy powtarzają, że nie wiadomo czy pojawi się Virtus.Throw, czy Virtus.Plow. Zawody, na których występujemy ze stand-in'em są jeszcze większą niewiadomą. Z jednej strony nie gramy pełnym składem, nie będziemy w stanie egzekwować wszystkich taktyk. Z drugiej jednak, presja na takim turnieju jest o wiele mniejsza. Możliwe, że więcej luzu może pozytywnie wpłynąć na naszą grę. Pożyjemy, zobaczymy.


Ucieszyliście się po modyfikacji drabinki turniejowej? Zamiast G2 Waszym przeciwnikiem będzie Team Liquid. To chyba dobrze?


Bardzo dobrze. Według bilansu minionych naszych spotkań, G2 ma nad nami taka przewagę, jak my nad Liquid. Chciałbym jednak tylko na koniec przypomnieć - gramy z zastępstwem.


Luminosity robi duże postępy i widząc to powoli odchodzi się od dotychczas dość powszechnej opinii, iż są to 'chłopcy do bicia'. Myślisz, że podobnie jak podczas DreamHacka, w USA również pokażą się z dobrej strony?


Luminosity jest bardzo mocnym zespołem. Jedyne czego im brakuje moim zdaniem to doświadczenie. Europejskie zespoły mają tę przewagę, że trenują ze sobą codziennie, częściej grają turnieje, przez co rozwój na Starym Kontynencie jest dużo szybszy niż w USA, nie wspominając już np. o Brazylii. Chłopaki wyprowadzili się ze swojego kraju, bo nie mieli po prostu z kim trenować. Na ratunek USA przyszli też solidni Australijczycy z Renegades, więc scena tam stała się trochę bardziej urozmaicona i pojawia się szansa na szybszy progres trenujących tam ekip. Wracając do Luminosity, ich nowym coachem jest teraz 'nak', były zawodnik 'made in brazil' z którym walczyliśmy jeszcze w Counter-Strike 1.6 niecałe 10 lat temu. Możliwe, że dorzuci on swoje trzy grosze i rozwiną się jeszcze szybciej. Mają spore szanse na każdym turnieju, musi tylko w ich grze coś zaskoczyć.


Zdarza Ci się śledzić naszą rodzimą scenę? Pytanie być może wydaje się proste i większość oczekiwałaby jednoznacznej odpowiedzi. Ja pytam raczej o to, czy w wieku 28 lat znajdujesz czas pomiędzy Virtus.pro a życiem prywatnym na to, aby obejrzeć mecze na przykład Vexed Gaming?


Oczywiście, że tak. Bardzo się ciesze za każdym razem, gdy inny polski zespół bierze udział w międzynarodowych turniejach. Jeszcze za czasów 1.6, gdzie nie było takich pieniędzy na rynku, przeważnie na turnieje jeździło się po wygraniu kwalifikacji na własnych podwórkach. W pewnym sensie blokowaliśmy progres reszty zawodników ze sceny.


Blokowaliście? W jaki sposób?


Nie przegrałem w Polsce z moim zespołem od 2003, a im więcej startów na zawodach, tym szybszy rozwój. Dominowaliśmy każde eliminacje, a cała scena znała wynik turnieju zanim on się w ogóle odbył. Robiło się to nudne. Poza nami przez wiele lat żadna inna drużyna, poza paroma wyjątkami nie jeździła za granicę.


Teraz sytuacja jest inna, mamy dwie całkiem mocne ekipy, jest więcej sponsorów, większy budżet, które pozwalają im na starty. No i zawsze raźniej jak leci większa banda. Swoich trzeba dopingować.


Obecnie wśród 20. najlepszych drużyn według rankingu HLTV.org mamy aż trzy polskie formacje. Polski Counter-Strike poczynił aż tak duży postęp? Podobnym rezultatem może pochwalić się niewiele krajów.


Zawsze to powtarzałem, w Polsce jest wielu solidnych, skillowych zawodników. Problemem raczej było zebranie ich do kupy i stworzenie silnego, stabilnego zespołu. Jeden się obrażał, drugi rezygnował i tak to się przeważnie kończyło. Teraz chłopaki częściej jeżdżą za granicę, mają w końcu o co walczyć. Rozwijają się. Oby trwało to jak najdłużej.


Nie mogę pominąć pytania o The World Championship, gdzie nasi Reprezentanci zdobyli drugie miejsce na świecie. Brak zawodników Virtus.pro w kadrze Polski na ten turniej - to było zaplanowane?


Już przed fazą online wiedzieliśmy się, że w czasie finałów będziemy w Australii. Po prostu nie mogliśmy się tam pojawić. Nasi reprezentanci jednak miło mnie zaskoczyli zachodząc tak daleko. Nic tylko pogratulować.

 

esl_iemsj

Źródło: Intel Extreme Masters


Co dał Wam Kuben jako trener? Tylko poproszę bez przesadnej kurtuazji, szczerze.


Coach to całkiem nowa funkcja w naszej branży. Wcześniej radziliśmy sobie w 5 i kto wie, czy nadal byśmy nie dawali rady. Jednak jest parę płaszczyzn na których można rozpatrywać wpływ Kuby. Na pewno bardzo dobrze sprawdza się w roli managera, dbając o cały nasz kalendarz, podróże, wszelkie sprawy do załatwienia poza grą. Idąc dalej, wydaje mi się, że mocno rozluźnia atmosferę w zespole. Jednak w przypadku teamu esportowego wygląda to tak, że 5 chłopów musi ze sobą współpracować i się dogadywać. Często dochodzi do podziału zdań, kiedy to właśnie przydaje się taka osoba z zewnątrz. Dochodzi jeszcze aspekt taktyczny. Kuba to bardzo doświadczony zawodnik, w końcu jeden z członków 'Golden Five' przez 6 lat. Przez większość tego okresu był dowodzącym, co znaczy, że zarządzał naszą grą, mówił w trakcie akcji kto co ma zrobić, jaką taktykę egzekwujemy.


A więc same pozytywy?


Jeszcze uczymy się współpracować w trakcie samej gry. W Counter-Strike wszystko rozgrywa się w głowie, akcja jest bardzo szybka i łatwo jest takiego skupionego zawodnika wyprowadzić z równowagi. Czasem mimo szczerych chęci Kuby kończy się tak, że ktoś jest wytracony z rytmu, co prowadzi do niezadowolenia tego czy tamtego zawodnika. Ale na dłuższą metę każdy profesjonalny zespół powinien mieć swojego Kubena.


W filmie Włodka Markowicza, gdzie wystąpiłeś w roli specjalnego gościa, jest taki fragment, gdzie pokazujesz do obiektywu swój paszport. Czy podróże, takie jak chociażby lot do Ameryki ... ekscytują Was jeszcze? A może staje się to monotonne?


Podróże to najfajniejszy efekt uboczny tego całego zjawiska. Udało mi się zwiedzić większość świata dzięki graniu w grę komputerową. Piękna sprawa. W końcu też pokonałem niechęć do latania samolotami, wiec teraz jest to już sama przyjemność. W tym roku byłem w miejscach, do których wcześniej nie udało mi się dotrzeć. Słowenia, Rumunia czy Australia, to tylko nowe miejsca w tym roku. Zostało jeszcze wiele, a ja nie zamierzam jeszcze kończyć!


W Twojej, czy mojej profesji jest tak, że jesteśmy stale oceniani. Każdy może bić brawo i każdy może nas wygwizdać. Nawiązuję tu do popularnego 'hejterstwa'. Gdzie podział się u ludzi dystans? Przejmujesz się krytyką?


Mimo, że staram się olewać tego typu rzeczy, to jednak gdzieś tam ta krytyka zawsze dotrze. Oczywiście tylko wtedy, gdy jest słuszna. Niestety gramy w grę komputerową, przez co mocno jesteśmy związani z internetem, a ten z kolei potrafi wydobyć wszelkie zło z człowieka. Ogrom jadu wylewanego z tej czy innej osoby potrafi być niesamowity. I tak muszę przyznać, że nastały lepsze czasy, gdzie trochę trudniej w tych internetach o anonimowość, która to przecież potęguje tę pewność siebie sprzed kabla razy dziesięć. Pomijam nowe fale tzw. gimbazjady, szarańczy nie posiadającej szacunku do niczego i nikogo, a która napadła internet z podwójną mocą.


Skoro jesteśmy przy tematach budzących kontrowersje, to uwadze społeczności nie uszła sprawa pinów, które między innymi właśnie zawodnicy Virtus.pro oferowali zainteresowanym, bynajmniej nie tylko w formie 'giveaway'ów'. Pojawiły się opinie, że zawodnicy Waszego kalibru pełnią na tyle istotną funkcję społeczną i mają na tyle dobre zapisy w kontraktach, że nie musicie, a nawet wręcz nie powinniście handlować odznakami. Czy to jest Twoim zdaniem oznaka zazdrości - typowo polski syndrom? A może jest w tym trochę racji?


Opinie. Tyle punktów widzenia ile punktów siedzenia. Akurat ta treść pojawiła się na kochanym fejsbuniu, na polskiej grupie 'działaczy' esportowych, czyt. kółka wzajemnej adoracji, gdzie każdy 'rekin-działacz' czyha tylko na sensacje czy też aferę, prawdopodobnie żeby zebrać kilka lajków. Nie popieram, przecież dzisiaj każdy robi co chcę, a każdy krytyk to hejter. Dla przykładu kapitan zespołu TSM - Karrigan - dopisał do swojego pseudonimu na steamie 'sprzedam piny'. Co na to eksperci?


Ile jest prawdy w tym, że nie lubicie obcować z mediami? Twoja dziewczyna - Asia, powiedziała kiedyś, że przedstawiciele mediów są za mało kreatywni. Czy to jest główny powód tego, że rzadko pojawiacie się w polskich mediach? A może wkurzająca wazelina stanowi problem?

 

Osobiście nie lubię wywiadów, czy też mediów - jak kto woli. Tyle lat radzimy sobie bez telewizji itp, że nie odczuwam potrzeby pojawiania się gdziekolwiek. Pomijam, że od lat większość wywiadów wygląda tak samo; ile trenujecie, jakie plany, jak forma, ile zarabiacie, co po skończeniu kariery. Mamy swoje internety, gdzie czujemy się komfortowo. Jeżeli chcę coś wrzucić to wrzucam, jeżeli nie to nie, tyle, koniec kropka. Nie muszę tańczyć na lodzie czy śpiewać i to lubię. Pojawiłem się tu z pasji dla gry, przede wszystkim lubię konkurować na zawodach i mierzyć się na tej płaszczyźnie, a że całe to zjawisko tak bardzo się rozrosło i teraz na każdym wyjeździe mamy sesje zdjęciowe i wywiady to tylko efekt uboczny, do którego się dostosowałem. Co by nie było, nadal jestem nerdem, więc moim naturalnym środowiskiem jest Counter-Strike, komp i moja jaskinia (śmiech).


Niedawno uruchomiliście sklep G5STORE', w którym fani mogą nabyć produkty powiązane tematycznie z Wami. Jak narodził się ten pomysł? Jedni twierdzą, że to zwykła chęć stworzenia czegoś pozytywnego z myślą o fanach, inni zaś mówią o kolejnym marketingowym ruchu i czystym nastawieniu na zysk...


Jesteśmy przecież coraz starsi, a ciężko pracujemy nad naszą marką już od wielu lat, mamy masę fanów na całym świecie. Bywały dużo gorsze czasy, kiedy to graliśmy za darmo z nadzieją na wygranie kwalifikacji, a następnie turnieju, żeby przecież było z czego żyć. Poświęciliśmy życie tej pasji. Bywało, że nagle byliśmy porzucani przez organizacje, nasze pensje po prostu przestawały spływać, a nasza przyszłość stawała się jedną wielką niewiadomą. Właśnie przez te wszelkie przeboje staliśmy się drużyną, która pomimo przeciwności nadal potrafi zwyciężać.


... i jest to dobry dowód na to, że sukcesy i prawdziwy monolit rodzą się w bólach.


W 2009 Fnatic dominował cały rok, a my przeżywaliśmy okropny kryzys. Do tego straciliśmy organizacje i przez parę miesięcy graliśmy bez organizacji, pensji, perspektyw. Jedyną naszą nadzieją były finały WCG - World Cyber Games, najbardziej prestiżowe zawody tamtych czasów. Odbywały się raz na rok. Takie Mistrzostwa Świata, które zrzeszały ponad 50 krajów swego czasu. Była to nasza ostatnia szansa, ostatni strzał, od którego zależała nasza przyszłość. W takich momentach jednak zdeterminowani graliśmy najlepiej i w finale, w Chinach pokonaliśmy drużynę Fnatic. Był to cud, który pozwolił nam znaleźć organizacje i sponsora na kolejne dwa lata.


Jest więcej takich przykładów. Fani zaczęli nazywać nas Golden-Five i aż do teraz nazwa została z nami, obojętnie pod jaką banderą byśmy nie grali. Przez to więź między nami, a ludźmi wspierającymi nas jest mocniejsza. Są ludzie dopingujący nam od 10, 12 lat. Nie ma tutaj mowy o czystym nastawieniu na zysk.


Sam pomysł istniał już od dawna. My jednak musimy się skupić na graniu i nie powinniśmy za dużo sobie narzucać poza samą grą. W końcu jednak udało mi się zmobilizować i znaleźć odpowiednich ludzi do współpracy. Z tego miejsca przede wszystkim chciałbym podziękować Patrykowi, Leszkowi, Adze i całej ekipie z Evilportu, którzy się z nami w to bawią. Niedawno ruszyliśmy, a odwiedzając biuro czuje się jak wśród swoich. Przede wszystkim jednak podziękowania dla mojej Asi, która w 100% poświęciła się projektowi.
Pamiętajcie, to dopiero początek!


Czy Filip 'Neo' Kubski czuje się już spełnionym graczem?


Do niedawna jeszcze byłem. Jednak jest nowa gra, nowe misje. W Counter-Strike: Global Offensive daleko mi jeszcze do spełnienia, mam tylko nadzieje, ze nie jest za późno.


Na koniec banał ... z czego jesteś najbardziej dumny?


Z tego, że jeszcze do końca nie zwariowałem!

Zobacz także:
Podziel się:
Skomentuj:
pobierz aplikację pobierz aplikację
Polsat Sport
Najnowsze wiadomości sportowe z kraju i ze świata!
zamknij