PAP: Po bezbramkowym remisie z Belenenses praktycznie straciliście szanse na wyjście z grupy I LE. Czuje pan niedosyt?

 

Dariusz Dudka: Szkoda, że nie udało nam się zdobyć gola w Lizbonie, choć mieliśmy ku temu kilka okazji. Gdyby było ich więcej zapewne moglibyśmy zobaczyć bramkę dla Lecha i liczyć na dalszą fazę rozgrywek LE. Teraz tymczasem możemy skupić się bardziej na grze w lidze.

 

Linetty: Zagraliśmy zbyt zachowawczo

 

Czego zabrakło waszej drużynie w czwartkowym pojedynku?

 

Z Belenenses zagraliśmy dobrą piłkę. Przez większą część spotkania, szczególnie w pierwszej połowie, kontrolowaliśmy sytuację na boisku. Przeciwnicy nie stanowili dla nas większego zagrożenia. Zabrakło nam przede wszystkim okazji podbramkowych.

 

Co było pozytywnego w waszych poczynaniach?

 

Generalnie zaprezentowaliśmy się dobrze: często utrzymywaliśmy się przy piłce, zmienialiśmy strony. Pod względem aspektów piłkarskich nasza gra wyglądała więc korzystnie. Zabrakło niestety konkretów, czyli bramek. Wystarczyłby jeden gol aby optymistyczniej spojrzeć na nasz występ w Lizbonie.

 

Trener Jan Urban i niektórzy z pańskich kolegów narzekają na intensywny kalendarz gier. Poza udziałem w LE i ekstraklasie gracie, z powodzeniem zresztą, w Pucharze Polski. Nie sądzi pan, że walka na tylu “frontach” osłabia Lecha?

 

W meczu z Belenenses pojawiło się sześciu graczy, którzy ostatnio odpoczywali. Kontynuujemy więc politykę wymiany zawodników, przez co zespół nie jest zbyt przeciążony. System dużej rotacji w drużynie, na który stawia trener to rozsądna strategia.

 

Choć od czasu objęcia funkcji trenerskiej przez Jana Urbana nie przegraliście jeszcze meczu, z wyjątkiem spotkania z Fiorentiną, to ostatnio gra się wam nieco ciężej. Nie miał pan wrażenia, że w czwartek przypominaliście “Kolejorza” z wrześniowego pojedynku z Belenenses w Poznaniu?

 

Nie zgadzam się. Choć wynik w obu meczach był identyczny, to jednak nasza gra odbiegała zdecydowanie od pierwszego starcia z Portugalczykami. Tym razem zagraliśmy znacznie lepiej.

 

Żegnacie się z rozgrywkami grupowymi LE meczem z FC Basel. Jak ocenia pan szanse “Kolejorza” na wygraną?

 

FC Basel to faworyt, ale Lech wcale nie stoi na straconej pozycji. Szwajcarski zespół można pokonać, co udowodnił już Belenenses wygrywając w Bazylei 2:1. My zagramy przed własną publicznością i wierzę, że jej nie zawiedziemy. Na pewno nie będziemy “spinać się” aby awansować, bo wiadomo już, że szanse mamy tylko matematyczne.

 

Po październikowej zmianie trenera zdecydowanie poprawiliście wyniki. Co ciążyło wam na początku sezonu? Jaki był powód licznych porażek pod kierunkiem Macieja Skorży?

 

Rozpoczęliśmy sezon od bardzo dużej jak na polską drużynę liczby spotkań. W pierwszym miesiącu mieliśmy ich aż osiem, co znacznie obniżyło nasz potencjał. Tempo rozgrywek było zawrotne. Występowaliśmy praktycznie co trzy dni, a każda kolejna porażka nas frustrowała.

 

Od 2006 r. był pan na wszystkich wielkich imprezach reprezentacji Polski: mundialu w Niemczech oraz na Euro w 2008 i 2012 r. W ubiegłym roku pański trener z Wisły Kraków mówił, że pracuje pan na powołanie do Adama Nawałki. Liczy pan jeszcze na powrót do kadry przed ME we Francji?

 

Myślę, że moja obecność w drużynie narodowej to już nieaktualny temat.

 

Ale w reprezentacji wciąż są jeszcze pańscy koledzy z MŚ w 2006 r., czyli sprzed niemal dekady: Adam Boruc, Łukasz Fabiański, Sebastian Mila... Może jednak selekcjoner przypomni sobie jeszcze o panu?

 

Nie łudzę się już miejscem w reprezentacji trenera Adama Nawałki. W ogóle nie zaprzątam sobie tym głowy i nie karmię marzeniami. Wolę koncentrować się na meczach w ekstraklasie i Pucharze Polski. Na dziś najważniejsze dla mnie są występy w Lechu.