Krystian Sobierajski: To był niesamowity rok dla sportów motorowych w Polsce. Mamy kartingowego mistrza świata, czyli Karola Basza, ale także, a może przede wszystkim, rajdowego mistrza Europy Kajetana Kajetanowicza. Patrząc na ten rok, na cały sezon, jak czujesz się jako człowiek wymieniany w jednym rzędzie z Sobiesławem Zasadą czy Krzysztofem Hołowczycem?

 

Kajetan Kajetanowicz: Czuję się fantastycznie! Tak naprawdę to, co się wydarzyło, jeszcze do mnie nie dociera. Mistrzostwo było moim celem i marzeniem. Kiedyś robiłem krok po kroku, choć nie były one zbyt duże. A teraz jestem w takim gronie… Mam teraz nadzieję, że zostanę tym samym człowiekiem. Cele niezmiennie mam takie same: dalej chcę być najszybszy.

 

Kubica nie chce wracać do wyścigów

 

Jak wspominasz to, co działo się w ostatnich miesiącach?

 

To był niesamowity sezon. Pojechaliśmy osiem z dziesięciu rund, taki był plan, i jako zespół spisaliśmy się bardzo dobrze. W przyszłości trudno będzie powtórzyć taki rok. Czasami mała usterka, coś wartego 2-3 euro, może zawalić całe zawody. A my tego uniknęliśmy. Nie staraliśmy się leczyć, a zapobiegać. Wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Jestem dumny z mojego zespołu.

 

Których z rajdów zapamiętasz najbardziej?

 

Nie będzie to Rajd Akropolu, gdzie zapewniliśmy sobie mistrzostwo, ale Rajd Estonii. Często jeździliśmy po 170 kilometrów na godzinę, wrzucaliśmy auto w zakręt przy takiej prędkości i zaciskaliśmy zęby, bo nie było wiadomo, czy to się uda (śmiech). Byłem tam pierwszy raz i czułem się dziwnie jadąc bokiem 170 km/h, w lesie, po wąskiej drodze. To było duże przeżycie.

 

Całą rozmowę z Kajetanem Kajetanowiczem zobacz w materiale wideo.