"Wygląda na to, że olimpijska idea i Niemcy na razie nie idą jednym torem" - powiedział prezes Niemieckiego Komitetu Olimpijskiego Alfons Hoermann.

 

Złote Kolce dla Anity Włodarczyk i Pawła Fajdka

 

To już druga "porażka" ruchu olimpijskiego w tym kraju. W 2013 roku o zimowe igrzyska 2022 chciało się ubiegać Monachium, ale wówczas także pomysł przepadł w referendum.

 

Hamburg największą sportową imprezą chciał zorganizować razem z Kilonią, gdzie miały odbyć się regaty żeglarskie. Mieszkańcy stolicy kraju związkowego Szlezwik-Holsztyn pałali większym entuzjazmem i aż 65,57 procent chciało u siebie gościć największą sportową imprezę na świecie.

 

W ostatnim okresie mieszkańcy z coraz większym sceptycyzmem podchodzili do pomysłu. Jeszcze wiosną mówiono, że za igrzyskami jest 64 procent. Po kryzysie związanym z przyjmowaniem uchodźców, atakach terrorystycznych w Paryżu, odwołanym meczu międzypaństwowym między Niemcami i Holandią ze względów bezpieczeństwa, a także skandalem dopingowym rosyjskich lekkoatletów i korupcyjnym w FIFA pojawiało się coraz więcej głosów, że organizacja igrzysk mija się z celem.

 

O igrzyska w 2024 roku chciał ubiegać się także Berlin, jednak postanowiono, że niemieckim kandydatem będzie ewentualnie Hamburg, a na taką decyzję miało wpływ m.in.... wyższe poparcie społeczne.

 

"Ludzie po prostu widzą, że są sfery życia, gdzie te pieniądze bardziej się przydadzą" - powiedział przedstawiciel ruchu przeciw organizacji igrzysk Florian Kasiske.

 

Burmistrz Hamburga Olaf Scholz na tym pomyśle budował całą swoją kampanię. Twierdził, że to znacznie przyspieszy rozwój miasta. "To, co normalnie trwa ok. 20-30 lat, można będzie osiągnąć do 2024 - przekonywał.

 

"Nie mam zamiaru teraz negować wyników referendum. Bardzo się cieszę, że się odbyło" - powiedział po ogłoszeniu wyników.

 

Zainteresowanie zorganizowaniem igrzysk w 2024 roku wyrażają nadal Paryż, Los Angeles, Rzym i Budapeszt.