Mimo że Lecha od Korony dzielił zaledwie jeden punkt, to zdecydowanym faworytem spotkania byli poznaniacy. Kolejorz wygrał ostatnie cztery spotkania w lidze. Korona notuje wyraźny spadek formy (3 porażki z rzędu), a ba domiar złego trener Marcin Brosz nie mógł skorzystać z dobrze spisującego się w ostatnim czasie Macieja Wilusza. Co ciekawe filar defensywy jest wypożyczony do Kielc właśnie z Lecha.

 

Górnik Zabrze już nie jest ostatni! Gergel znowu bohaterem


Kielczanie mogli świetnie zacząć, jednak po strzale Michała Przybyły piłka trafiła w słupek. Poznaniacy rozkręcali się z kolejnymi minutami, a Korona od czasu do czasu próbowała się odgryzać. Po jednej z takich akcji Łukasz Sierpnia trafił w poprzeczkę. Podopieczni Jana Urbana mieli wiele szczęścia. To, co różni drużyny klasowe od tych przeciętnych, to zapewne skuteczność. Potwierdził to Lech, który miał mniej sytuacji, a mimo to objął prowadzenie. Ładną akcję precyzyjnym strzałem wykończył Kasper Hamalainen - była to siódma bramka Fina w tym sezonie.

 

Korona otworzyła się w drugiej połowie, przez co poznaniacy mieli więcej miejsca. Wykorzystać to mógł, a nawet powinien, Dawid Kownacki, jednak w sytuacji sam na sam zgubił futbolówkę. Piłkarze trenera Urbana utrzymali korzystny wynik do końca. Lech kolejny raz nie zachwycił, ale zgarnął trzy punkty.

Korona Kielce - Lech Poznań 0:1 (0:1)

 

Bramki: Kasper Hämäläinen 33

Korona: Dariusz Trela - Vladislavs Gabovs, Krzysztof Kiercz, Radek Dejmek, Kamil Sylwestrzak - Łukasz Sierpina (71, Marcin Cebula), Aleksandrs Fertovs, Vlastimir Jovanović, Nabil Aankour (56, Airam Cabrera), Bartłomiej Pawłowski (76, Tomasz Zając) - Michał Przybyła.

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Marcin Kamiński, Tamás Kádár, Barry Douglas - Darko Jevtić (75, Karol Linetty), Łukasz Trałka, Abdul Aziz Tetteh, Maciej Gajos (85, Dariusz Formella), Szymon Pawłowski - Kasper Hämäläinen (65, Dawid Kownacki).

Żółte kartki: Przybyła - Douglas.

Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola). Widzów: 6780.