Już pewnie zaciera ręce z radości opiekun i promotor polskiego teamu Hussars Poland startującego od kilku lat w lidze WSB - Jarosław Kołkowski. Cieszy się, bo spięcie rocznego budżetu grupy to była jego regularna, największa zmora. Boks olimpijski od dawna niedomagał i kolejne obsady resortu sportu w polskim rządzie nie dawały rady znaleźć dobrego, systemowego rozwiązania na tę organizacyjną chorobę. Na kolejne władze Polskiego Związku Bokserskiego organizowano na warszawskich ulicach łapankę jak za niemieckiej okupacji, co w konsekwencji nie przynosiło niczego dobrego. Brak polskiego boksera na Igrzyskach olimpijskich w Londynie to był najbardziej bolesny symbol upadku polskiego pięściarstwa amatorskiego.

 
Ugonoh: Chcę nokautować wszystkich rywali

Paradoksalnie, na drugim biegunie, całkiem dobrze jeśli chodzi o finanse i nieźle jeśli chodzi o wyniki radził sobie polski boks zawodowy. Mistrzowskie tytuły Tomasza Adamka, Krzysztofa Włodarczyka czy ostatnio Krzysztofa Głowackiego podtrzymywały zainteresowanie kibiców i ściągały nowych sponsorów. Nawet przegrane walki Adamka, Mariusza Wacha czy Alberta Sosnowskiego z braćmi Kliczko uznawane były powszechnie za wyróżnienie i swoisty gest międzynarodowego szacunku dla polskich bokserów.

Jednak i tutaj złapała nas zadyszka. Zbyt szybki eksport do USA nieopierzonych jeszcze sportowo Artura Szpilki i Macieja Sulęckiego wstrzymał rozwój ich talentów. Przez rok nie stoczyli ani jednej poważnej walki, a powolne wspinanie się w rankingach na zwłokach karykaturalnych boomów to chyba nie jest kres ich marzeń. Na innym froncie Krzysztof "Diablo" Włodarczyk ma niepokojąco długą przerwę, grubo ponad rok poza ringiem. Nie ze swojej winy, ale kilkanaście miesięcy bez poważnego sprawdzianu to już problem. Mariusz Wach, który tak dzielnie poczynał sobie z Powietkinem, musi szybko poratować podupadle zdrowie i dopiero później myśleć poważnie o planach na kontynuowanie pięściarskiej kariery. Spokój ducha ma w sobie Tomek Adamek przytulony do Polsat Boxing Night, na milionowe oferty czeka mistrza świata WBO Krzysztof Głowacki a w tle, po cichutku wspina się do wielkiej kariery nasz ciemnoskóry rodak - Izu Ugonoh.

Nie wszyscy zauważyli, jak konsekwentnie realizuje plan wdarcia się na światowe ringi po pełną pulę. Pomaga mu w tym ekipa z Nowej Zelandii: wicemistrz olimpijski z Los Angeles - Kevin Barry i menadżer - Dean Lonergan. Na antypodach Polak stoczył sześć walk, wygrywając wszystkie szybko i efektownie. Sparował z Władimirem Kliczko, przeszedł obóz przygotowawczy w Los Angeles. A że Izu i jego doradcy wiedzą, że w Polsce jest olbrzymie zapotrzebowanie na zawodowy boks zdecydowali się przyjąć zaproszenie do wiosennej edycji „Tańca z gwiazdami”. Uważają, że współczesny boks to już nie tylko sport, ale także show biznes. Dlatego są przekonani, że cotygodniowa widownia tanecznego show na poziomie 3,5 miliona widzów nie zaszkodzi Izu, a wręcz zwiększy popyt na elokwentnego i przystojnego chłopaka. I w ringu i poza nim. Czy nadchodzi nowy, polski Muhammad Ali?