Kilka dni po sensacyjnym zwycięstwie z Chelsea, partnerka piłkarza miała termin porodu. To miał być najlepszy okres w jego życiu, zwłaszcza że w weekend do miasta miał przyjechać Manchester United. Niestety, życie napisało inny scenariusz. Chwilę po tym, jak dziecko przyszło na świat, Arter musiał przejść prawdziwy test charakteru. Serce przestało bić, wymarzone dziecko odeszło.

 

Legendarny Gordon Banks ma raka nerki

Arter miał więc prawo do tego, by na kilkanaście dni zapomnieć o piłce nożnej, o meczach i emocjach z nimi związanych. Pokazał jednak, że jest prawdziwym profesjonalistą i że nic nie jest w stanie go złamać. - Musiałem czymś zająć myśli. Podczas gdy ludzie się marwią, ja znalazłem łatwiejsze rozwiązanie. Chciałem grać i sprawić, by wszyscy byli z nas dumni - powiedział gracz Bournemouth.

Eddie Howe, trener klubu, miał poważne wątpliwości, czy Arter będzie nadawał się do gry. Kiedy jednak panowie odbyli poważną rozmowę, szkoleniowiec nie miał już jakichkolwiek przeciwwskazań. Ostatecznie Irlandczyk rozegrał 86 minut, zarobił żółtą kartkę i ogromny szacunek kolegów i kibiców.

Piłkarze zagrali w czarnych opaskach, upamiętniając ogromną stratę Artera. Kiedy Junior Stanislas zdobył bramkę już w drugiej minucie, zdjął ją, pocałował i podniósł w kierunku nieba. Chwilę później ruszył do Artera i to właśnie jemu również zadedykował gola.

Wsparcie wszystkich z klubu było dla mnie tak ważne, że musiałem zagrać. Byli dla mnie niesamowici, jestem pewny, że moja ukochana jest z tego dumna - powiedział Arter.