Pierwszego seta bez najmniejszych problemów wygrali podopieczni Dariusza Daszkiewicza. Ułatwili im to bielszczanie, którzy popełnili wiele błędów: atakowali w aut, bądź po antence, dotykali siatki, często dawali się blokować. W tej partii siatkarze z Kielc zwyciężyli gładko – do 15.

 

N'gapeth się bawi. Po co atakować, skoro można... rozegrać?! (WIDEO)

 

Początek drugiego seta należał do zawodników trenera Krzysztofa Stelmacha, którzy odskoczyli gospodarzom na kilka punktów. W pewnym momencie BBTS prowadził nawet 8:2. Gracze z Bielsko-Białej imponowali grą w defensywie, broniąc raz za razem kontrataki Effectora. Kielczanie nie wywiesili jednak białej flagi i dogonili rywali już przy stanie 14:15! Końcówka należała do dwunastego zespołu PlusLigi, który triumfował 25:20.

 

Trzecia partia padła łupem bielszczan. Ten fragment spotkania był bardzo wyrównany. Znów jednak na pięć, a nawet sześć punktów odskoczył BBTS (goście prowadzili nawet 14:8!) i sukcesywnie powiększał swoją przewagę. Na finiszu kielczanie co prawda się przebudzili, ale nie zdołali już odwrócić losu seta, którego przegrali do 20.

 

Trener Daszkiewicz w przerwie użył widocznie kilku mocniejszych słów, bo w czwartej partii reprezentanci stolicy województwa świętokrzyskiego wrócili na właściwe tory. Ostatnie piłki skutecznie kończyli gospodarze, zwyciężając seta 25:XX i cały mecz 3:1. Sprawili tym samym miły, świąteczny prezent swoim kibicom, którzy dopingowali ich w Hali Legionów.

 

Effector Kielce - BBTS Bielsko-Biała 3:1 (25:15, 25:20, 20:25, 25:19).