Roman Kołtoń: PZPN wydał dwa różne komunikaty na temat sprzedaży biletów. Zaraz po awansie napisał, że posiadacze kart Klubu Kibica nie będą uprzywilejowani, a niedawno, że jednak tak...

 

Maciej Sawicki: Zaraz po Irlandii mieliśmy mnóstwo zapytań co do biletów na Euro. I stąd komunikat, który został ogłoszony 28 października, w którym informowaliśmy, że bilety będzie sprzedawała UEFA i w związku z tym nie będzie żadnych przywilejów dla kart Klubu Kibica. Jednak przy okazji losowania finałów Euro 2016 odbyły się warsztaty dla wszystkich zainteresowanych federacji. Duże federacje, mające kluby kibica, naciskały UEFA, aby była możliwość sprzedaży w pierwszej kolejności fanom, którzy na co dzień są z reprezentacją. I u nas jest podobne myślenie. Część biletów powinna trafić do uprzywilejowanej grupy, która wiernie pojawiała się na każdym meczu eliminacji Euro 2016 roku. Pytanie, jaka to ma być pula? 40 procent naszej puli dla członków Klubu Kibica, czy może tylko 20 procent? Będziemy o tym z UEFA rozmawiali...

 

Temat biletów jest jednak gorący. Nawet wzbudza histerię w mediach, czy rządzi Michał Listkiewicz, czy Grzegorz Lato, czy Zbigniew Boniek...

 

Jest to zrozumiałe. Tam gdzie popyt przewyższa podaż, a tak ostatnio systematycznie jest w kwestii biletów na reprezentację, to zawsze będzie to temat gorący. Najważniejsze, aby proces sprzedaży był transparentny i zrozumiały. Na razie członków Klubu Kibica jest 23 tysiące. I ci ludzie naprawdę są najbliżej drużyny narodowej. W jakiś sposób chcemy ich uhonorować... Będziemy w kontakcie z UEFA, aby wypracować, jak najlepsze rozwiązanie. Termin zgłaszania się na stronie UEFA upływa 18 stycznia - i dla członków Klubu Kibica, i wszystkich pozostałych fanów.

 

Jaki jest kontyngent dla Polaków na mecze w Nicei, St. Dennis i Marsylii, czyli na starcia z Irlandią Północną, Niemcami i Ukrainą?

 

W Nicei będziemy dysponowali 6 tysiącami biletów, na Stade de France 15 tysiącami, a w Marsylii 12 tysiącami biletów. Na pewno Polacy będą pozyskiwać bilety również skierowane do wolnej sprzedaży przez UEFA. Pamiętamy zapełnione rodakami stadiony w Niemczech w czasie Mundialu 2006 roku, w czasie Euro 2008 w Austrii, czy w meczach wyjazdowych w ostatnich eliminacjach. W spotkania eliminacyjne do turnieju przysługuje nam tylko 5 procent pojemności stadionów wyjazdowych. Tymczasem w Dublinie jedna trzecia stadionu to byli Polacy! A Irlandczycy jeszcze utrudnili zadanie - ponieważ sprzedawali bilety w pakiecie na dwa spotkania: marcowy z Biało-Czerwonymi i czerwcowy ze Szkocją. Jak wiadomo, to wyższe koszty dla Polaków, ale to ich nie zrażało. Myślę, że również po kilkanaście tysięcy Polaków śledziło spotkania we Frankfurcie nad Menem, czy w Glasgow.

 

Związek zarobił aż 37 milionów złotych na sprzedaży wejściówek na spotkania kadry w 2016 roku.

 

Nie mamy nic do ukrycia - tak było. 25 milionów złotych wpłynęło ze sprzedaży biletów, a 12 milionów ze sprzedaży pakietów VIP. Procentuje nasza koncepcja, aby wszystkie spotkania o punkty rozgrywać na Stadionie Narodowym. Po pierwsze przynosi to konkretny efekt w postaci frekwencji. Po drugie - przywiązało już na stałe drużynę narodową i kibiców do największego obiektu w Polsce. I dzięki temu tworzy się odpowiedni duch tego obiektu, który dostarczył nam niezapomnianych emocji, czy w Niemcami, czy ze Szkocją, Gruzją, Gibraltarem nawet, a także z Irlandią. A po trzecie wymiar komercyjny jest optymalny. Frekwencja na meczach o punkty Biało-Czerwonych sięgnęła prawie 51 tysięcy widzów. Tylko Anglicy mają wyższą - prawie 75 tysięcy, ale dysponują gigantycznym obiektem - Wembley. Niemcy są za nami - na trzecim miejscu, ze średnią 49 tysięcy, kolejno są federacje Holandii (ponad 48 tysięcy), Austrii (ponad 47 tysięcy), Szkocji (ponad 45 tysięcy), Belgii (prawie 43 tysiące), Irlandii (ponad 42 tysiące), Ukrainy (ponad 37 tysięcy) i Rumunii (36 tysięcy). Gdybyśmy mieli większy obiekt, gonilibyśmy Anglię! Taki jest boom na kadrę!

 

Spotkania wiosną 2016 roku rozegramy w czterech miastach Polski - w Poznaniu, Krakowie, Warszawie i Gdańsku.

 

W eliminacjach Mundialu 2018 roku wrócimy na Stadion Narodowy, jednak wiosną chcemy, aby kibice w innych miastach - na dużych arenach - również cieszyli się z meczów reprezentacji. We Wrocławiu na listopadowy mecz z Czechami sprzedaż trwała sześć godzin!

 

A na spotkanie w Warszawie z Islandią?

 

Dwa dni. Tylko dwa dni i rozeszły się wszystkie wejściówki. W Warszawie sprzedaliśmy 56 tysięcy, we Wrocławiu ponad 40 tysięcy. Faktem jest, że ceny biletów były przystępne. Na Islandię w Warszawie wejściówki pierwszej kategorii kosztowały 100 złotych, drugiej 60 złotych, a trzeciej 40. Na Czechy - pierwsza kategoria 70 złotych, a druga 40 złotych.

 

A jak będzie wiosną - skoro jest boom?

 

Chcemy, aby bilety dalej były w przystępnych cenach. Myślę, że będziemy się dalej trzymać wypracowanego schematu polityki biletowej.