Szymon Rojek: Wspominałeś, że będziecie chcieli rok zakończyć zwycięstwem. Mówiłeś, że dla ciebie mecze we Wrocławiu mają wymiar szczególny, bo czujesz się z tym miastem związany, więc chyba jest tak, jak miało być?

Krzysztof Lijewski: Z jednej strony tak, bo turniej został wygrany, a zwycięzców się podobno nie ocenia. Z drugiej strony, styl w meczu z Czechami pozostawiał wiele do życzenia, bo trzeba powiedzieć, że zagraliśmy bardzo słabo. Nie ma się co oszukiwać, trzeba uderzyć się w pierś, posypać głowę popiołem, wyciągnąć wnioski. Czesi nie byli aż tak mocni, żeby rzucić nam ponad 30 bramek. Przespaliśmy totalnie drugą połowę, zbyt pasywnie zagraliśmy w obronie. W ataku popełnialiśmy proste błędy techniczne. Na tym poziomie nie powinny się nam one zdarzać.

 

To było trochę dziwne, bo czasami zdarza wam się gorzej wejść w mecz, ale jak już złapiecie rytm, to nie odpuścicie. Natomiast w meczu z Czechami było dokładnie odwrotnie. Z czego to wynikało?

 

Może trochę z tego, że bramkarz reprezentacji Czech wybił nam kilka piłek, w tym rzuty karne? Pchnął swoją drużynę do przodu, to dało im pewności...

 

Cała rozmowa z Krzysztofem Lijewskim w załączonym materiale wideo.