Łukasz Majchrzyk: Stephane Antiga testuje ostatnio grę na dwóch libero. To będzie wielka zmiana w reprezentacji Polski?

Ireneusz Mazur: Nie jest to nowość. Jeśli chodzi o dwóch libero, to już od jakiegoś czasu mogą być powoływani. Najważniejsza jest sprawa taktyki, czyli używania dwóch libero w trakcie gry, rozłożenie ciężaru przyjęcia i obrony. Tak już grają od pewnego czasu niektóre drużyny, ale w reprezentacji Polski to pewna nowość. To nie jest pokerowe zagranie. Świetny w grze defensywnej Damian Wojtaszek i znakomity w przyjęciu zagrywki Paweł Zatorski, który od kilku sezonów jest numerem jeden w Polsce mogą się znakomicie uzupełniać. Cieszę się, że trener Antiga się na takie zestawienie zdecydował, to poszerza zbiór zagrywek taktycznych.

 

Drzyzga: Do optymalnej formy daleko, najważniejsza głowa

Co tak naprawdę chce osiągnąć selekcjoner tym pomysłem?

Zabezpieczenie obrony przez jednego libero, a drugi na przyjęcie. Chce wykorzystać atuty obu graczy. To nie jest brak zaufania do któregoś z nich. Zawodnik, który wyłącznie się koncentruje na obronie, poszerza możliwości drużyny. To specjalizuje naszych libero.

Paweł Zatorski mówi, że częstsze schodzenie z parkietu go dekoncentruje.

Każdy libero tak ma, ale nie sądzę, żeby to jakoś mocno przeszkadzało w trakcie meczu. Utrzymanie pełnej temperatury ciała może być korzystne. Z drugiej strony schładzanie ciała powoduje też schładzanie głowy (śmiech). To nie jest główny temat przy grze dwóch libero. Najważniejsze, że jest poszerzony zasób możliwości taktycznych.

A może taka gra została wymyślona pod rywali, których mamy w tym turnieju, czyli na początek: Serbów, Niemców i Belgów?

Nie sądzę, żeby była aż taka indywidualizacja pod rywali. Nie do końca wiemy, jak oni zagrają w turnieju kwalifikacyjnym. Może będzie taki mecz, gdzie zagramy na jednego libero, a w innym z kolei może na dwóch. Z definicji nastawianie się na dwóch libero po prostu poszerza skalę możliwości tych zawodników. Obaj są bardzo dobrzy.

Wojciech Żaliński jedzie do Berlina, Artur Szalpuk wraca do domu...

Tu musiała zdecydować forma. Żaliński to jest doświadczony, ligowy zawodnik, który miał już epizody reprezentacyjne u trenera Raula Lozano. Podobnie jak cała drużyna z Radomia jest w bardzo dobrej formie psychicznej i fizycznej. Jego postawa na treningach i w grach kontrolnych była pewnie decydująca. Dlatego pewnie trenerzy się na niego zdecydowali. Szalpuk jest młody, ma jeszcze czas, żeby się ograć. Żaliński emanuje siłą i dynamiką, ma trudną zagrywkę, a do tego jest doświadczony i pewnie też zawodnika o takich cechach chcieli mieć w drużynie trenerzy.

Żaliński nie grał w kadrze w tym roku, ma mniej meczów w nogach niż reszta kadrowiczów.

Nie sądzę, żeby główną przyczyną było to, kto ma ile meczów w nogach, ani też nie chodzi o wprowadzenie świeżej krwi, bo w takim przypadku pojechałby Szalpuk. Ilość meczów dla kogoś tak młodego nie jest problemem. Tu na pewno chodziło o formę sportową. Żaliński jest w doskonałej dyspozycji, prezentuje się świetnie. Biorąc pod uwagę kłopoty zdrowotne Mateusza Miki i Michała Kubiaka, on na pewno się przyda.