Adrian Janiuk: Nie zaliczył Pan wymarzonego powrotu do polskiej ligi. Pierwsza część sezonu pokazała, że w naszej Ekstraklasie nie zawsze zostaje się gwiazdą z marszu mimo zagranicznego i reprezentacyjnego doświadczenia.

 

Sławomir Peszko: Zgadza się, nie mam za sobą takiego początku w Ekstraklasie, jaki bym sobie wymarzył, ale z drugiej strony doceniam fakt, że mogę regularnie grać. Występy może nie były rewelacyjne, ale najważniejsze, że w miarę systematyczna gra pozwoliła mi utrzymać formę i przede wszystkim miejsce w reprezentacji Polski.

 

Kalendarz kibica reprezentacji na 2016 rok. Sprawdź, co nas czeka!


Nie czuje się Pan sfrustrowany tym, że nie zdołał jeszcze zdobyć bramki dla Lechii? Dla ofensywnego gracza nie jest to komfortowa sytuacja.


Jestem już na tyle doświadczonym piłkarzem, że potrafię zachować spokój w takich sytuacjach. Zazwyczaj, gdy trafiłem do nowej drużyny to zaczynało się dziać coś pozytywnego. Jestem pełen optymizmu, że tym razem będzie tak samo. Czy to z Wisłą Płock, czy z Lechem Poznań zdobywałem trofea. I na to samo liczę teraz w Lechii. W swoim pierwszym sezonie w Kolejorzu nie udało mi się ani razu wpisać na listę strzelców w lidze. Natomiast w kolejnym roku zdobyliśmy mistrzostwo, a ja byłem czołowym strzelcem w drużynie. Zrobię wszystko, żeby karta odwróciła się również w tym przypadku.


Z perspektywy czasu decyzja o opuszczeniu FC Koeln był słuszna?


Jestem zdania, że była słuszna, ale na pewno nie była łatwa. Moja sytuacja w Kolonii była trudna i musiałem zareagować. Darzę ogromnym sentymentem ten klub, jak i również miasto. Chciałem pozostać jak najdłużej graczem Kozłów. Jednak trzy spotkania spędzone na trybunach skłoniły mnie do zmiany otoczenia. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że muszę grać, jeśli chcę załapać się na Euro 2016. Mam przekonanie, że teraz jestem bliżej wyjazdu na francuski turniej niż gdybym pozostał w FC Koeln.


Jakub Błaszczykowski zdecydował się na roczne wypożyczenie. Pana taki krok nie interesował? Chociażby gra w 2.Bundeslidze nie wchodziła w grę?


Kiedy FC Koeln występowało na zapleczu Bundesligi nie dostawałem powołań do kadry, choć byłem w stałym kontakcie z selekcjonerem. Wiedziałem, że w każdej chwili mogę być potrzebny. Decydując się na pójście na wypożyczenie do klubu z 2. Bundesligi nie wiem, czy miałbym szansę zachować miejsce w kadrze. Zdecydowałem się na powrót do kraju, żeby nie zniknąć z radarów sztabu szkoleniowego reprezentacji.

 

Dlaczego powrót do Lecha, z którym jest Pan emocjonalnie związany okazał się niemożliwy?


Wiedziałem o zainteresowaniu ze strony Kolejorza, ale zabrakło konkretów. Doszły mnie słuchy, że Lech wolałby zaczekać z transferem do zimy. Ja nie miałem tyle czasu. Nie mogłem czekać, bo nie chciałem stracić tych cennych miesięcy. Z Lechią dogadałem się błyskawicznie. W Gdańsku jest dobry klimat do gry w piłkę, więc nie było nad czym się zastanawiać.

 

Krzynówek: Euro 2016 trudniejsze niż mundial, ale Polaków stać na sukces


Ma Pan jeszcze taki marzenie i aspiracje, żeby kiedyś zagrać dla ekipy z Bułgarskiej?


Póki co nie skupiamy się na innych rzeczach niż dobrej grze dla Lechii, która zapracuje i da mi upragnione powołanie na Euro. Do tego cały czas wierzę, że te trzy lata w Gdańsku wciąż mogą być bardzo udane i owocne. Nieważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy. Oby się to przysłowie sprawdziło w moim oraz Lechii przypadku.


Czyli nadchodzące wielkimi krokami mistrzostwa Europy były kluczowe w podjęciu decyzji o zmianie barw klubowych?

 

Bez dwóch zdań! Dla każdego reprezentanta Polski ten turniej jest priorytetem w najbliższym czasie. Wyjazd do Francji jest dla mnie w tej chwili sprawą nadrzędną. Swój transfer konsultowałem z selekcjonerem Nawałką. Poinformowałem trenera o swojej decyzji, a on ją zaakceptował. Mam nadzieję, że przez dobrą grę na wiosnę utwierdzę szkoleniowca o słuszności swojego ruchu. Chcę dać mu pozytywny ból głowy, a nie dylemat czy zasługuję na powołanie na turniej finałowy.


Lechia po wielu głośnych transferach wciąż nie może wyjść na prostą.


Oczekiwania względem nas są olbrzymie, ale to naturalne. Kibice, zarząd, ale przede wszystkim my piłkarze oczekujemy od siebie o wiele, wiele więcej. Czekamy z niecierpliwością na nowego trenera, który doda drużynie pewności siebie i odpowiednio ją poukłada. Liczę, że w najbliższych dniach dowiemy się, kto poprowadzi nas na wiosnę.


Związał się Pan dość długim, bo aż trzyletnim kontraktem z Lechią. Klub namawiał na taki okres trwania umowy czy Panu zależało na dłuższym kontrakcie?


Była to wspólna decyzja. Uważam, że w Lechii nadchodzą naprawdę dobre czasy. Drużyna ma ogromny potencjał, klub jest świetnie zorganizowany i do tego marketing stoi na coraz wyższym poziomie. Wierzę, że jeżeli poprawimy wyniki to frekwencja na stadionie będzie zdecydowanie wyższa.


Po kadencji kontrowersyjnego Thomasa von Heesena Lechia potrzebuje stabilizacji. Z niemieckim trenerem wielu z Was nie było po drodze.


Nie będę publicznie krytykował Pana von Heesena, ale odkąd ja jestem w Lechii to miałem jednego trenera. Mam na myśli Dawida Banaczka, ale doskonale wiemy, że jest on tymczasowym szkoleniowcem. Jednak nie zamierzam ukrywać, że z Niemcem m.in. nie było mi po drodze.

 

Nie sposób odnieść wrażenia, że von Heesen podważał wręcz decyzje i autorytet selekcjonera Adama Nawałki. Odsunął od składu etatowych kadrowiczów Sebastiana Milę i Jakuba Wawrzyniaka.


W przeciwieństwie do trenera Nawałki były szkoleniowiec Lechii nie potrafił wykrzesać z nas potencjału, którym bez wątpienia dysponujemy. Moja sytuacja również była przez moment nieciekawa . Musiałem wchodzić z ławki rezerwowych. Sebek i Kuba zostali potraktowani przez von Hessena brutalnie. Dopiero pod koniec swojego krótkiego pobytu zaczął na nich stawiać.

 

Fornalik dla Polsatsport.pl: Nadszedł czas na rewanż!


Kadrowicze z Lechii czyli Pan, Mila, Wawrzyniak oraz Ariel Borysiuk jesteście w stałym kontakcie z Adamem Nawałką?

 

Jeśli chodzi o mnie to praktycznie po każdym meczu ligowym selekcjoner dzwonił z zapytaniem o zdrowie i formę. Nie wiem, jak z pozostałymi chłopakami, ale podejrzewam, że odbywa się to na takich samych zasadach. Trener Nawałka oraz jego sztab szkoleniowy są bardzo zaangażowani w pracę z kadrowiczami. Przez cały czas czuję ich wsparcie.


Los ponownie skojarzył nas z Niemcami. Cieszy to Pana?


Mimo, że podczas wielkich imprez gra się z nimi niezwykle trudno, bo jest to drużyna turniejowa, to cieszę się, że po raz kolejny przyjdzie nam mierzyć się z zachodnimi sąsiadami. Ja osobiście nie wygrałem z nimi, bo na mecz w Warszawie nie zostałem powołany. Brałem udział w potyczkach towarzyskich oraz ostatnim przegranym starciu we Frankfurcie.


Jeżeli ostatecznie znajdzie się Pan w kadrze na Euro, to wziąłby Pan remis z Niemcami w ciemno?


Absolutnie nie! Wolę zaryzykować na maksa i zagrać o pełną pulę niż bawić się w chłodną kalkulację. Wychodzę z założenia, że kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.