W swojej nadziei na to, że po sześciu nieudanych próbach (licząc spotkanie Powietkina z Wawrzykiem) w końcu skomentuję zwycięską walkę Polaka o mistrzostwo świata w królewskiej, ciężkiej kategorii w boksie bardzo liczę na trenera Szpili, Ronniego Shieldsa. To bowiem nie tylko znakomity fachowiec, który świetnie przygotował Tomka Adamka do walki z Arreolą (szkoda, że pracowali ze sobą tylko siedem tygodni), ale i wielki szczęściarz.

 

Szpilka robi show na konferencji: And the new!

 

Poznałem Shieldsa... 39 lat temu (!), gdy w 1976 roku przyleciał do Warszawy na mecz Polska - USA w którym najpierw w Warszawie wygrał z naszym dwukrotnym brązowym medalistą olimpijskim Kazimierzem Szczerbą (Montreal i Moskwa), a w rewanżu w Gdańsku przegrał z Kaziem... walkowerem. Ówczesny redaktor naczelny „Boksu” Lucjan Olszewski poprosił mnie wtedy, żebym zrobił wywiad z Johnem Big Tatem, który zapowiadał się na wielką gwiazdę wagi ciężkiej (potem został zawodowym mistrzem świata, ale zniszczyły go narkotyki). W wywiadzie pomagał mi... Shields i Steve Śmigiel, bo okazało się, że Tate to analfabeta i mówi takim slangiem, że nawet niektórzy koledzy z drużyny go nie rozumieli.

 

Shields okazał się bardzo miłym gościem, potem miał przylecieć do Polski w 1980 roku na kolejny mecz z Polską, ale zachorował na grypę i został w domu. Dwóch z tamtej kadry USA nie doleciało do Polski, Jimmy Clark (który nie złapał połączenia do Nowego Jorku) i właśnie... Shields. I to byli jedyni z amerykańskiej reprezentacji, którzy ocaleli, bo samolot LOT-u rozbił się na Okęciu. Zginęli wszyscy z ekipy (m.inn. wspaniały Steve Śmigiel).

 

Może teraz przeznaczeniem Shieldsa - który, gdyby nie choroba, zginąłby w Warszawie - jest teraz doprowadzeniem polskiego boksera do mistrzostwa świata w zawodowym boksie i potem przylot do Polski, w której był kilka razy, ale nigdy jej nie zwiedził. Szpilka już zapowiedział, że jeśli wygra z Wilderem, to zaprasza Shieldsa i pokaże mu nasz piękny kraj.

 

W załączonym materiale rozmowa z trenerem Artura Szpilki.