Przed wylotem do Lizbony w warszawskim hotelu Novotel-Airport pojawiły się głównie te same zawodniczki, które jesienią otrzymywały powołania od Wojciecha Basiuka na mecze eliminacji do EURO 2017, poza Ewą Pajor. W zespole jest jednak nowa twarz - to Silvana Chojnowski.

 

Tkaczyk o Lewandowskim: Dałby radę na środku rozegrania

 

Bożydar Iwanow: Urodziłaś się w Niemczech, we Frankfurcie. Ale po polsku mówisz świetnie…

 

Silvana Chojnowski: Rodzice pochodzą z Grudziądza. Wyemigrowali z naszego kraju w dość młodym wieku, mieli niewiele ponad dwadzieścia lat. W domu jednak zawsze mówiliśmy po polsku, choć nie ukrywam, że dziś, czasem jak brakuje mi jakiegoś słowa, to użyję niemieckiego.

 

Rodzice mieli jakiś kontakt ze sportem?

 

Mama, Katarzyna, była lekkoatletką. Specjalizowała się w sprintach. Podobno to po niej odziedziczyłam szybkość, przekazała mi ją w genach. Mówią, że w tym elemencie jestem nawet niezła. Tata, Tomasz, jest wysoki więc grywał w siatkówkę, ale bez jakichś większych osiągnięć czy sukcesów.

 

Ale Ty wybrałaś piłkę nożną.

 

Dlaczego? Nie wiem! W szkole zawsze mnie ciągnęło do futbolu i grałam na zajęciach WF w szkole razem z chłopakami. Jako jedyna. Koledzy tylko mi pozwalali być z nimi w jednej drużynie, innym nie dawali tej szansy.

 

W Skandynawii to normalne, dziewczęta w szkołach często grają wspólnie z chłopcami i nikt się temu nie dziwi.

 

W Niemczech na początku tak nie było, teraz częściej widzi się takie obrazki. Kobieca piłka jest coraz bardziej popularna, więcej jest jej także w mediach. Mnie zawsze ciągnęło do sportu, tata też mnie do niego zachęcał, ale najpierw była to jednak gimnastyka sportowa, dyscyplina dość wymagająca, ale też wszechstronnie rozwijająca, ale to aż tak mnie nie pociągało. Tata niechętnie patrzył na moje zamiłowanie do piłki, bo twierdził, że to jednak nie jest coś dla dziewczyny. Ale gdy zobaczył, jak dobrze mi idzie, bo bywał ze mną na treningach i turniejach zmienił zdanie.

 

We Frankfurcie jest renomowany kobiecy klub FFC Frankfurt…

 

Ale ja zaczynałam trenować w chłopakami, w Blau-Gelb Frankfurt. Potem FSV Frankfurt, też z chłopakami, co dużo mi dało pod względem siłowym, fizycznym. W wieku 16 lat byłam już w FFC, stricte kobiecym klubie. Nie było tam łatwo bo roi się w nim od reprezentantek Niemiec. Po trzech latach przeniosłam się do Hoffenheim, gdzie jestem do dziś.

 

To jest ten sam klub, który ma zespół w męskiej Bundeslidze?

 

Tak, ale nie gramy na tym dużym, pięknym nowym obiekcie, tylko tym starym stadionie, gdzie zaczął się rozwój tego klubu dzięki zaangażowaniu przedsiębiorcy Dietmara Hoppa.

 

Wiesz, że Twoja historia przypomina nieco casus piłkarza Hoffenheim Eugena Polanskiego. On co prawda urodził się w Polsce, ale wyemigrował z rodzicami do Niemiec, grał w zespołach młodzieżowych tego kraju, a potem dla naszej reprezentacji.

 

Tak? Nie znałam tej historii. W reprezentacjach młodzieżowych Niemiec grałam dość długo, od U-15 do U-20. Byłam na MŚ U-17 w Trynidadzie i Tobago, na MŚ U20 w Japonii. Także na mistrzostwach Europy do U-17. I zazwyczaj występowałam w ataku. Choć jeden z trenerów, już w kategorii do lat dwudziestu próbował mnie nawet na lewej obronie. Ale ten pomysł przerwała groźna kontuzja, zerwałam więzadła krzyżowe.

 

Jak doszło to tego, że znalazłaś się w polskiej kadrze. Jak Cię odnalazł trener Basiuk?

 

Najpierw skontaktował się z moim tatą. Potem zostałam zaproszona na zgrupowanie w Polsce, ale to wszystko wydarzyło się wtedy tak szybko, że nie byłam jeszcze pewna, nie miałam czasu na przemyślenie tego wszystkiego. Dużo rozmawiałam na ten temat także z rodzicami. Gdy trener odwiedził mnie po raz kolejny z propozycją gry dla Polski, opowiedział mi o planach, o drużynie,  już miałam większe wyobrażenie i łatwiej było mi podjąć decyzję.

 

Możesz pomóc tej drużynie?

 

Jesienią za dużo nie grałam, narzekałam na kontuzję obu stawów skokowych. Gdy wróciłam do gry już w drugim meczu z Sand strzeliłam gola, potem dołożyłam jeszcze asystę. Statystyk nie ma w tym sezonie wybitnych, ale też nie rozegrałam zbyt wielu meczów. Zobaczymy…

 

Jesteś lepsza niż Ewa Pajor?

 

Nie namówisz mnie na odpowiedź na to pytanie (śmiech).

 

Zdania co do gry w polskich barwach nie zmienisz?

 

Jak już podejmują jakąś decyzję, to się jej trzymam. W tym wypadku jest identycznie.