Nie graliśmy tak, jakbyśmy chcieli. Nasza gra się nie zazębiała, dlatego straciliśmy aż 30 bramek i przegraliśmy. Dobrze zaczęliśmy, od prowadzenia 5:2, ale potem zostawiliśmy pole do popisu Norwegom – powiedział 35-letni zawodnik Orlenu Wisły Płock.

 

Skuteczny "Dzidziuś". Robił, co mógł (WIDEO)

Wiśniewski z uznaniem wyrażał się o grze rywali. - Cała ich druga linia grała znakomicie. Zdobywali ładne gole z daleka. Rzucali w górę, w okienko, zza bloku. Naszym bramkarzom też było ciężko to wyłapać. Na własne życzenie skomplikowaliśmy sobie sytuację, ale gramy dalej. Norwegia wyrasta na czarnego konia mistrzostw - dodał.

Obrona rywali także na niewiele pozwalała biało-czerwonym. - Norwegowie nie pozwalali nam na rozegranie akcji z obrotowym. Nawet jak skrzydłowi wbiegali na koło czy Kamil Syprzak próbował dobrze ustawić się, to cały czas byli wypychani. Poza tym wychodzili wysoko do naszych rozgrywających i było ciężko się przez nich przebić - podkreślił.

Do sukcesu zabrakło niewiele, ale za każdym razem, gdy wydawało się, że uda się dogonić przeciwnika, ten znów wykorzystywał błędy Polaków. - Zabrakło nam przełamania Norwegów. Gdy ich dochodziliśmy, nagle oni znowu odskakiwali na dwie bramki. Popełniliśmy na pewno więcej błędów i po każdym z nich ponownie straty rosły – podsumował Wiśniewski.

Do końca drugiej rundy biało-czerwonych czekają jeszcze dwa spotkania - w poniedziałek z Białorusią i w środę z Chorwacją. Na razie zajmują czwartą pozycję w tabeli grupy 1, z której dwie najlepsze ekipy awansują do półfinału.