Pod jednym tylko warunkiem: zamiast Damian Kiwiora w kat. 69 kg powinien wystąpić Steven Donelly. Irlandczyk byłby w stanie pokonać Alberta Karabjana, a Kiwior od początku skazany był na niepowodzenie. Nie można mu wprawdzie odmówić ambicji i serca do walki, ale to za mało, by wygrywać. Kiwior zmienił kategorię na wyższą, nie musi już męczyć się zbijaniem wagi, ale niewiele to zmienia. Jego obrona dalej jest dziurawa, a szybkość pozostawia wiele do życzenia. Mimo to w końcowej fazie jego pojedynku z Karabjanem zaświtała nadzieje, że stanie się cud i Polak przeważy szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Tak się jednak nie stało, a Kiwior raz jeszcze zmusza do postawienia bolesnego pytania, czy jest sens, by dalej próbował.

 

Kowaliow zrobił swoje! Pascal znowu bez szans

 

Podobne pytanie można zadać Pawłowi Wierzbickiemu w najcięższej kategorii. Młodzieżowy wicemistrz świata sprzed czterech lat ostatnio wyszczuplał, stracił 11 kilogramów zbędnej wagi i zapewniał, że teraz myśli już tylko o boksie. Niestety w ringu nie było tego widać. Znacznie niższy i daleki od budowy atlety Jarosław Doroniczew w trzech pierwszych rundach obnażył go boleśnie. Mistrz Polski seniorów i triumfator ostatniego Turnieju Feliksa Stamma chwilami był bezradny, w trzeciej rundzie był liczony i niewiele brakowało, by pojedynek ten skończył się przed czasem.

 

Bokser z Sokółki wybrnął jednak z opresji, wygrał dwie ostatnie rundy i zdaniem trenera Siergieja Korczyńskiego zasługuje na jeszcze jedną szansę. Ukraiński trener pracujący z Husarią uważa, że to wciąż materiał na dobrego pięściarza. Nie wszyscy się z nim zgadzają, ale osobiście popieram zdanie Korczyńskiego, tym bardziej, że w tej kategorii nie mamy nikogo lepszego. A przy okazji Wierzbicki może być dobrym sparingpartnerem dla Igora Jakubowskiego, wicemistrza Europy w wadze 91 kg, który nie jest bez szans na olimpijską kwalifikację.

 

Szanse na lot do Rio de Janeiro ma też Dawid Michelus (60 kg), który w Szczecinie pokonał 22-letniego Gabiła Mamiedowa. Wygrana przyszła mu wprawdzie z trudem, ale nie ulega wątpliwości, że na nią zasłużył. Nie może tylko popełniać tak prostych błędów, bo rywal lepszy od Mamiedowa bezlitośnie je wykorzysta.

 

Jest jeszcze Arkadiusz Szwedowicz (81 kg), którego walka z Pawłem Silaginem, brązowym medalistą ubiegłorocznych MŚ w Dausze, kończyła mecz z Rosją. I to od zawodnika klubu Skorpion Szczecin zależał ostateczny wynik tego spotkania. Szwedowicz pierwsze starcie wygrał w dobrym stylu, ale później do głosu doszedł Rosjanin. Szwedowicz talentu ma nie mniej od niego, ale na pewno znaczniej mniej wiary, że z takimi jak Silagin może wygrywać. A bez tego najczęściej się przegrywa. A przecież początek spotkania dawał nadzieję, że tym razem wszystko będzie dobrze.

 

Hamza Touba (52 kg), mistrz Niemiec w barwach Husarii pokonał wicemistrza Rosji Owika Ogannisjana, później w jego ślady poszedł Michelus i wydawało się, że sukces jest możliwy. Niestety zakończenie tego spotkania nie było już tak przyjemnie.

 

Za dwa tygodnie kolejny mecz Husarii w VI sezonie WSB, z Argentyną w Buenos Aires. Tam będzie równie ciężko jak przed tygodniem w Pruszkowie i wczoraj w Szczecinie. Ostatnio przekonali się o tym Casiques, przegrywając z Condors 2:3. Rafako Hussars Poland muszą się liczyć z tym, że dla nich Argentyńczycy też będą niegościnni.

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!