Pierwszym zimowym wzmocnieniem wicemistrzów Polski było pozyskanie na zasadzie wypożyczenia Artura Jędrzejczyka. Obrońca reprezentacji Polski wymusił na działaczach FK Krasnodar możliwość zmiany klubu, aby móc przygotować się do mistrzostw Europy we Francji. Nieoficjalnie wiadomo, że w umowie między klubami znajduje się klauza pierwokupu. Jeśli latem Legia zdecyduje się pozyskać Jędrzejczyka definitywnie, będzie musiała przelać na kontro Rosjan 1,2 mln. euro! Dotychczas stołeczni najwięcej zapłacili za Ivicę Vrdoljaka (milion euro). Wykup „Jędzy” byłby rekordem – nie tylko samej Legii, ale i całej Ekstraklasy.

 

Transfer potwierdzony! Polak zagra w Serie A

 

– Faktycznie będziemy mieć taką możliwość, ale jak na nasze warunki Artur to bardzo drogi piłkarz. Niczego jednak nie wykluczamy – mówi nam prezes i współwłaściciel Legii Bogusław Leśnodorski.

 

Nierealne staje się realne

 

Miesiąc później Legia sfinalizowała najbardziej sensacyjny - na naszym podwórku - transfer ostatnich lat. Za majstersztyk trzeba wszakże uznać zakontraktowanie najlepszego piłkarza Lecha Poznań, a od 1 stycznia wolnego zawodnika, Kaspera Hämäläinena. Fin nie kosztował legionistów ani złotówki, ale otrzymał najwyższą pensję lidze – zdaniem prezesa Lecha Karola Klimczaka aż 475 tys. euro. – To jeden z najdroższych, ale nie najdroższy zawodnik Legii. Biorąc pod uwagę wszystkie koszty, oczywiście – zapewnia Polsatsport.pl Leśnodorski, który komentuje także uwagi pod jego adresem, jakoby zagrał Kolejorzowi na nosie. – Ten transfer wcale nie daje mi satysfakcji. Da, jak Kasper poprowadzi Legię do zwycięstw, strzeli wiele bramek. Mam satysfakcję, kiedy Lecha pokonujemy na boisku, nie w bitwach transferowych – tłumaczy współwłaściciel stołecznego klubu.

 

W styczniu warszawiacy poszli za ciosem. Chwilę po Hämäläinenie kontrakt do czerwca 2019 r. podpisał Ariel Borysiuk. – Wielu świetnych zawodników, także obcokrajowców, nie udźwignęło presji, jaka u nas panuje. A Borysiuk ma wszystko, co daje nam element przewidywalności. Stawiamy, że kolejne lata to będzie jego najlepszy czas – słyszymy o byłym-obecnym legioniście. Legia za reprezentanta Polski zapłaciła pół miliona euro, czyli dwa miliony zł. To kolejna transakcja na linii Warszawa – Gdańsk. Niewiele brakowało, aby nie ostatnia – skauci z Łazienkowskiej bacznie obserwowali także skrzydłowego Lechii Macieja Makuszewskiego, który ostatecznie został wypożyczony do portugalskiej Victorii Setubal.

 

W niedzielę Legia znalazła także – przynajmniej teoretycznie – panaceum na „lewe” problemy defensywy. Na transferowej giełdzie pojawiali się m.in. Czech Jan Lecjaks z BSC Young Boys Berno, Maciej Sadlok z Ruchu Chorzów czy Gruzin Giorgi Nawalowski z Dila Gori, ale do Warszawy trafił ostatecznie Adam Hloušek. Wykupiony z VfB Stuttgart siedmiokrotny reprezentant Czech podpisał w stolicy Polsk 3,5-letni kontrakt. Zdaniem dziennikarzy kosztował Legię 500 tys. euro. Na początku stycznia Slavia Praga za Hlouškla oferowała 300 tys. euro więcej, ale 27-latek odrzucił jej ofertę. Kilkanaście dni  później z okazji skorzystali Polacy.

 

– To był temat, który na początku wydawał się mało realny. Początkowo bardziej w grę wchodziło wypożyczenie z opcją wykupu. Cieszę się więc, że do skutku doszedł transfer definitywny – powiedział oficjalnej stronie internetowej Legii dyrektor sportowy Michał Żewłakow.

 

Czas na skrzydłowego 

 

W tej chwili Legia potrzebuje piłkarza na jeszcze jedną pozycję – bok pomocy. Szczególnie, że w ostatnich miesiącach klub opuścili Jakub Kosecki, Michał Żyro i Ivan Tričkovski. Spekulacji nie brakuje: Edwin Gyasi z Rody Kerkrade, Kévin Constant z Trabzonsporu, Carlos Mané ze Sportingu Lizbona. Legia chciała sprowadzić Denisa Rakelssa z Cracovii (ostatecznie trafił do angielskiego Reading) oraz Ukraińca Andrija Błyznyczenke z Dnipro Dniepropietrowsk. Negocjacje zakończyły się jednak fiaskiem. – Nie umiemy poruszać się na rynku wschodnim. Może chodzi o doświadczenie, może o pieniądze. Nie wiemy, ale robiliśmy już kilkukrotnie podchody i nigdy nic z nich nie wychodziło – zdradza prezes Legii. Ten czy inny, ale skrzydłowy na Łazienkowską ma trafić jeszcze zimą.

 

Raczej wykluczony jest powrót Miroslava Radovicia, który – choć ustalił już z Legią kwestie finansowe – nie może porozumieć się z klubem w sprawie długości kontraktu. – Na tę chwile tematu nie ma. Mogę powiedzieć, że na wiosnę Rado w Legii raczej nie zagra – powiedział Leśnodorski, który dodał: - Okno transferowe jest jednak otwarte do końca lutego, więc jeszcze wiele może się wydarzyć…