Sebastian Staszewski: Za Panem najlepszy rok w karierze, prawda?

 

Bartosz Kapustka: Jasne, że tak. Ten rok był dla mnie przełomowy. Dużo się wydarzyło. Zrobiłem spory krok do przodu i mam nadzieję, że w kolejnych latach będzie podobnie. Obym potwierdzał, że to nie był przypadek.

 

Agent Lewandowskiego zdradza: Real i PSG to bzdury! Negocjujemy z Bayernem

 

Lubi Pan kebaby?

 

Może nie uwielbiam, ale lubię. Od czasu do czasu.

 

Pytam o kebaby, bo…

 

Domyślam się. Ostatnio w mediach sporo było na temat oferty Galatasaray Stambuł. Do takich informacji podchodzę jednak spokojnie.

 

Imponują Panu nazwy klubów, które Pana obserwują? Bo pisało się nie tylko o Galatasaray, ale także o Juventusie Turyn czy Borussii Dortmund.

 

To są marzenia z dzieciństwa. Kiedy byłem młodszy oglądałem te drużyny, śledziłem je i marzyłem, aby kiedyś tam zagrać. Zainteresowanie jest więc miłe. Staram się jednak podchodzić do tego na chłodno. Wiedziałem już wcześniej, że zimą zostanę w Krakowie i plotkami nie zawracałem sobie głowy.

 

Kilka tygodni temu powiedział mi Pan, że widzi się Pan na mistrzostwach Europy we Francji. Po zdobyciu nagrody „Odkrycie Roku 2015” w plebiscycie „Piłki Nożnej” chyba w tym przekonaniu się Pan utwierdził?

 

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Kiedy dostałem pierwsze powołanie nie spodziewałem się, że moja dalsza przygoda z reprezentacją będzie przebiegała tak płynnie i pozytywnie. Teraz poważnie myślę o tym, aby dawać trenerowi Nawałce argumenty, by mnie powoływał.

 

Rozmowę z Bartoszem Kapustką zobacz w materiale wideo.