Kiedy Dimitri Payet przechodził latem do West Ham United, można było się zastanawiać: dlaczego tam? Francuz zdecydowanie miał umiejetności, by wzbudzić zainteresowanie znacznie lepszych i bogatszych angielskich klubów, a transfer do "Młotów" mimo wszystko był ryzykowny. Gdyby przecież odbił się od ściany w lepszym zespole i tam cieniował, to ciągle mógłby dostać szansę w słabszej drużynie na odbudowanie pewności siebie i potwierdzenie talentu. Gdyby jednak grał słabo w West Hamie, to sprawa mogłaby wyglądać znacznie inaczej.

 

Sunderland rozwiązał kontrakt z Adamem Johnsonem

 

Takie gdybanie można odłożyć jednak na bok, bo pesymistyczny scenariusz się nie sprawdził. Payet od pierwszego meczu czarował na angielskich boiskach i już w starciu z Arsenalem dał się we znaki kandydatom do tytułu. Asysta na "otwarcie", kilka udanych dryblingów, eleganacja w grze i niebanalny balans ciała - to było coś! Brytyjczycy byli zachwyceni, w popularnym programie "Match of the Day" od razu poświęcono mu kilka chwil, przeanalizowano jego występ, a to nie zdarza się przecież przypadkowo.

To był jasny sygnał, by zwrócić na niego uwagę. Oczywiście to nie jest tak, że Francuz to nieznany piłkarz na europejskiej arenie. Patrząc na 2 sezony wstecz od momentu podpisania kontraktu z West Ham, Payet jest bowiem najkreatywniejszym piłkarzem w Europie, co oznacza, że wykreował najwięcej sytuacji bramkowym kolegom. Przed Lionelem Messim, Kevinem de Bruyne, Mesutem Ozilem czy Juanem Matą! Jasny przekaz: trzeba się z nim liczyć.

 

Piłkarze WHU też uwierzyli w magię nowego kolegi i zaczęli grać niemal jak natchnieni. Wyjazdowe zwycięstwa z Arsenalem, Liverpoolem

i Manchesterem City były tego dobitnym przykładem. A cena Payeta rosła, bo choć dobrze grali też inni, to dyrygentem był on.  Wszystko popsuło się, gdy Francuz nabawił się urazy, który wyeliminował go z gry na kilka miesięcy. Pojawiło się pytanie: czy będzie w stanie wznieść się na ten sam wysokim poziom po powrocie?

 

Jak widać potrafił. Piękna bramka z Bournemouth, kolejne asysty, wszystko wyglądało, jakby Payet w ogóle nie pauzował. W osiemnastu meczach zebrał 6 goli, 4 finalne podania, stworzył partnerom 64 sytuacje bramkowe i podawał ze skutecznością 82%. Szybko postanowił wykorzystał to agent piłkarza, który domagał się od klubu gigantycznej podwyżki po zaledwie ośmiu miesiącach kontraktu! Szefowie klubu mogli być zszokowani, biorąc pod uwagę, że jego umowa miała jeszcze obowiązywać przez kilka lat, ale musieli działać.

 

Zesłanie do rezerw kluczowego zawodnika nie wchodziło w grę - to nie Polska, nie ma tam miejsca na "Kluby Kokosa". "Najgorsze" dla klubu było to, że Payet... czuł się dobrze w Londynie. Zarabiał około 50 tysięcy funtów, rozwijał się, lecz po raz kolejny na przeszkodzie stanął agent. - Payet jest jak David Silva albo, by nie szukać daleko, Paolo di Canio! - powiedział trener Francuza Slaven Bilic.

 

A skoro Bilic tak powiedział, to znaczy, że klub nie miał zamiaru go oddawać. No i w czwartkowy wieczór West Ham z dumą poinformował, że Payet przedłużył kontrakt! Nie chodzi tu jednak o jego długość, tylko o pensję. Teraz Francuz będzie zarabiał około 125 tysięcy funtów! To na pewno pomoże w kolejnej sytuacji, kiedy zgłosi się po niego jakiś klub... z Chin. Podobno do londyńczyków miała bowiem wpłynąć oferta znacznie przekraczająca 30 milionów funtów, gwarantująca piłkarzowi podobne zarobki.

Payet pokazał więc, że nawet w kilka miesięcy można zasłużyć na solidną podwyżkę. Potrzebna jest do tego dobra forma i skuteczny agent. Ciekawe, czy za jakiś czas będziemy świadkami kolejnej telenoweli z udziałem Francuza. Zbliżają się przecież mistrzostwa Europy, a gdzie się nie pokazać, jak nie na własnym terenie, w tak ważnej imprezie?