Walkę nr 64. (rekord 47-14-2) stoczy 27 lutego na gali "BudWeld Boxing Night" w Radomiu, organizowanej przez Mariusza Grabowskiego, prezesa Tymex Boxing Promotion. Jackiewicz (ur. 17 lutego 1977 r.) nie boksował amatorsko, bowiem jako nastolatek trenował kickboxing, zresztą też z powodzeniem, stawał na podium mistrzostw Europy i Pucharów Świata. Profesjonalny debiut pięściarski miał 17 lutego 2001, w dniu 24. urodzin. "Nigdy tego nie ukrywałem i zawsze będę mówił, że boksuję dla pieniędzy. Długimi latami były one niewielkie, początkowo dostawałem 2-3 tysiące złotych za walkę, potem trochę lepiej, aż wreszcie zapracowałem na solidne wypłaty. Dziś dostaję kilkadziesiąt tysięcy, ale ilu jest takich zawodników na polskich ringach? Niewielu. Mimo że czasy się zmieniły, to stawki niekoniecznie" – powiedział Jackiewicz.

 

Zimnoch o walce z Mollo: Szachy a później twardy boks. Spróbuję go powalić!


Pięściarz z Mińska Mazowieckiego przekonuje, że zawsze był przygotowany do walk, nigdy nie zdarzyło mu się wejść do ringu bez treningu. "W dawnych czasach w tygodniu ćwiczyłem po to, by w weekend bić się na wiejskich dyskotekach. Dlatego zawsze musiałem być w formie. Niczego w swym życiu nie żałuję, choć może gdybym w pewnym okresie życia mniej balował, to odniósłbym jeszcze większe sukcesy. I tak mam się czym poszczycić, może że długo ćwiczyłem sam, bez pomocy żadnego trenera. Późno trafiłem do Jacka Urbańczyka, potem Andrzeja Gmitruka, Fiodora Łapina itd.”.


Boksujący w wadze półśredniej Jackiewicz przyznaje, że czasu nie zamierza cofać, a błędów młodości naprawiać. "A po co, przecież tak miało być w życiu i co tu zmieniać. Mężczyznę-boksera poznaje się po tym jak kończy, a ja kończąc powoli karierę czuję się spełnionym sportowcem, do tego mam wspaniałą rodzinę - żonę Martę, tę samą od 13 lat, oraz troje dzieci: 14-letniego Jacka, 10-letnią Maję i prawie 2-letniego Rafała juniora. Osiągnąłem więcej w boksie, niż ktokolwiek się spodziewał. Czuję się jak człowiek, który poleciał w kosmos" - stwierdził.

 

Za 10 dni stoczy kolejny pojedynek w Radomiu, w tym roku ma zaplanowanych pięć-sześć walk, w tym cztery na galach Tymex Boxing Promotion. "Nie muszę już jeździć na zagraniczne ringi, gdzie często oszukują, zwłaszcza w Anglii i we Włoszech. Nigdy bym się tam nie wybrał na wakacje, poza tym dla mnie nieważne gdzie urlop, tylko z kim. Mógłbym siedzieć pod namiotem w Mińsku Mazowieckim, byle tylko z moją rodziną i przyjaciółmi. Marzy mi się jeszcze walka w Las Vegas, a potem szybka wygrana w kasynie. W tamtym roku niewiele zabrakło, abym dostał pojedynek w tym mieście hazardu. Jak mówię, jestem spełnionym człowiekiem, mam szacunek u ludzi, żona ma fajną pracę, prowadzi dwa przedszkola, dzieci są zdrowe, więc czego chcieć więcej? Może tylko szóstki w totolotka. Na pewno bym nie zgłupiał mając taki majątek" - zakończył.