Golkiper pochodzący z Siedlec jest uwielbiany przez fanów Celticu Glasgow oraz przez sympatyków Legii Warszawa. Nic zresztą dziwnego! Boruc najpierw w Legii, a później w Celticu robił furorę w bramce. Do tego od zawsze był wyrazistą postacią. Nie da się obok niego przejść obojętnie. W obu tych klubach grał przez pół dekady. Przez ten czas rozkochał w sobie warszawską publikę oraz katolicką część Glasgow.

 

Polski król memów obchodzi urodziny, "będzie się działo"! Sto lat, Sławo!

 

Uznanie i szacunek kibiców zdobył nie tylko boiskowymi wyczynami. Dzisiejszy solenizant pojechał wraz w kibicami Legii na wyjazdowy mecz z Wisłą Płock. Boruc wskoczył na płot w sektorze gości i niczym prawdziwy gniazdowy poprowadził doping stołecznej drużyny. Natomiast w Glasgow był prawdziwym celebrytą również nie stroniącym od przeróżnych skandali. Jednak dla kibiców Celticu był nietykalny, wyjątkowy i mógł pozwolić sobie na wiele. Nazywali go „Świętym bramkarzem”, śpiewali na jego cześć piosenki, a on odwdzięczał się im kapitalną grą oraz… prowokowaniem znienawidzonych Rangersów. Każdy kibic The Bhoys pamiętam jak Boruc przeżegnał się na Ibrox Park przed trybuną gospodarzy. Słynny tatuaż na brzuchu przedstawiający małpę, która załatwia swoją potrzebę fizjologiczną na herb Glasgow Rangers to też pomysł szalonego Polaka.

 

 

Wszędzie, gdzie grał prędzej czy później ze wskazaniem na prędzej był pierwszym wyborem trenera. Przed sezonem 2010/11 po transferze  z Celticu do AC Fiorentiny mówiono, że ciężko będzie wygrać mu rywalizację z Sebastianem Freyem. Francuz doznał kontuzji, a „Arczi” szybko wskoczył między słupki bramki Violi i przez dwa sezony regularnie bronił w Serie A. Wkrótce zatęsknił za Wyspami Brytyjskimi. Zawsze marzy o występach w Anglii. Trafił do FC Southampton, gdzie szybko wygryzł ze składu Kelvina Davisa i przekonał do siebie ówczesnego szkoleniowca Świętych Nigela Adkinsa. U jego następcy Mauricio Pochettino Polak miał niepodważalną pozycję. W trzecim sezonie do klubu z St Mary’s Stadium przyszedł Ronald Koeman, który zrezygnował z jego usług na rzecz sprowadzonego z Celtic Park Frasera Forstera.

 

 

Wszyscy, którzy znają Boruca wiedzą, że nie zniósłby roli rezerwowego. Nigdy by się z nią nie pogodził. Reprezentant Polski szybko zdecydował się na przenosiny do AFC Bournemouth. W Championship był wiodącą postacią Wiśni, z którymi już w pierwszym sezonie gry wywalczył awans do Premier League.

 

Jego kariera jest pełna wzlotów, ale także zdarzały się upadki. „Holy Goalie” ma jednak to do siebie, że zawsze błyskawicznie się podnosił. Należy do sportowców, którzy zawsze stawią na swoim. Legenda Legii oraz król Artur zielonej części Glasgow ma już 36 wiosen na karku. Kibice z Łazienkowskiej zastanawiają się kiedy przyjdzie czas na powrót na stare śmieci. Ten moment zapewne nadejdzie, ale czy już w najbliższym czasie?